W pracy robię NIC. Nie przesadzam. Zła jestem, bo mogłabym mieć wolne, Centrum w zasadzie zamknięte, w budynku siedzą ci, którzy muszą, każdy zajmuje się własnymi sprawami. Gdybym miała wolne, byłabym z Fredem w Janowcu, szlibyśmy sobie uliczkami miasteczka, może nawet podskakiwali. Niestety, siedzę w robocie w której nie ma nic do roboty, czytam więc o Lavoisierze i przeglądam bloga pewnej mitomantki. Fred za to chodzi po Janowcu i czyta o Modiglianim.
Na sokowirówce wykluły się pająki.
Jak mawiał klasyk:
OdpowiedzUsuńWyszedłem wcześniej z roboty
Gdyż nie miałem co robić
W robocie
Hej yeah
Dokładnie tak było!
UsuńWłaśnie dlatego klasycy są klasykami. Zawierają w swoich dziełach uniwersalne prawdy o ludzkim losie 😀
Dobrze, że masz w pracy dostęp do netu. Zawsze to jakaś ulga przy nicnierobieniu :)
OdpowiedzUsuńTyle mojego, ale marnacja czasu ogromna :)
UsuńWielu tak ma lub miało. Ja emerytka czasu już nie marnuję. Robię to co potrzeba mnie lub komuś (dzieci, wnuki, rodzice) lub to co lubię podróżuję, spaceruję, czytam, sprzątam lub wyrywam chwasty w ogródku. Lubię ten czas.
OdpowiedzUsuńW Polsce pracodawca dostałby skrętu kiszek widząc, że nic nie robię. Zaraz dostałabym przydział papierów. Tutaj jest po prostu przestój i każdy zajmuje się swoim sprawami. Jest to dla mnie niefajne tylko z jednego powodu - gdybym zamiast tego dostała urlop, byłabym dzisiaj z moim Kochanym :)
Usuń