Ryszard od rana sygnalizował ładną pogodę:
Po śniadaniu i wstawieniu prania wyszłam nad morze. Odpływ sprawił, że szłam i szłam, do tamtej wydmy, dopiero prawie na miejscu zdałam sobie sprawę, że bezwiednie dokonuję rekonstrukcji spaceru z Fredem z zeszłego tygodnia. Nie wzięłam sandałków, więc nici z brodzenia. Nie wzięłam aparatu, nici z dobrych zdjęć, tylko kilka kalkulatorem:
Wracając widziałam te tupiące mewy. Całkiem możliwe, że były to młode mewy małe, hydrocoloeus minutus, z jeszcze niezupełnie ciemnymi głowami, ale bez dobrych zdjęć trudno to zdecydować. W każdym razie przy brzegu wchodziły do wody i tupały, żeby wystraszyć śniadanie. Bardzo to komicznie wygląda. Pierwsza połowa dnia piękna, chmury dzikie, pędzą gdzieś na zmianę.
Wracając widziałam te tupiące mewy. Całkiem możliwe, że były to młode mewy małe, hydrocoloeus minutus, z jeszcze niezupełnie ciemnymi głowami, ale bez dobrych zdjęć trudno to zdecydować. W każdym razie przy brzegu wchodziły do wody i tupały, żeby wystraszyć śniadanie. Bardzo to komicznie wygląda. Pierwsza połowa dnia piękna, chmury dzikie, pędzą gdzieś na zmianę.








Zdjęcia z kalkulatora też niezłe.
OdpowiedzUsuńMało szczegółowe, ale przynajmniej światło było dobre, to oblecą.
UsuńKocham mewy, a jednak nigdy tego tupania nie zaobserwowałam.
OdpowiedzUsuńMieszkam nad morzem i też mi umknęło. Może to tylko te mniejsze, albo to lokalna technika połowu ;)
Usuń