Strony

środa, 24 sierpnia 2022

979-981. Trójpak.

Parny, burzowy wtorek poniedziałek. Ryszard nie spał w domu, ale zgłosił się rano po śniadanie, włochaty tyłek. Jeszcze w nocy zaczęłam świetną ksiażkę Czarna owca medycyny. Nieopowiedziana historia psychiatrii (2020) Liebermana. Czy taka nieopowiedziana to nie wiem, ale dobrze jest mieć wszystko w jednym miejscu. Pomimo tego, że skończyłam pracę wcześniej, a może właśnie dlatego, dopadło mnie jakieś czarnowidztwo i poczucie marnacji czasu. Midsomer 13.7. Fred w miasteczku, gościł się u cioci eR.

Bardzo lubię kocie poranki, gdy kitku Ryszard paca mnie łapą na pobudkę, otwieram mu okno i jeszcze idę na drzemkę. Co jest fajnego w budzeniu się przez pacanie? Nie wiem, ale niesamowicie się mi to podoba, człowiek dobrze zaczyna dzień namacany kocią łapa. Środa Wtorek ładnay, bez deszczu, Rysiek po wyjściu na siusiu wrócił zanim wyjechałam do pracy, więc zdążył sie posilić dwudaniowym śniadaniem. Na lunch darmowa kawa i domowa wałówka. Po pracy Anna zapukała, akurat, gdy rozmawiałam z Fredem już rozgoszczonym z powrotem u moich rodziców (po drodze odwiedził w sanatorium Norberta i Andrzeja). Sąsiadka będzie miała dzisiaj wyniki badań i się stresuje, bo niedawno szybko schudła.

Wczoraj wieczorem miałam robić co innego, ale do szczętu poniosła mnie genealogia, tak, że ledwo wcisnęłam we środę wtorek ostatni odcinek 13 sezonu Midsomer. Dni mi się mylą. I nie napisałam nic, więc mi mąż mówi popijając kawę, że nie napisałam. To piszę. W domu moich rodziców pies Maksiu właśnie siedzi na Fredowym łóżku. Jest kwadrans po siódmej rano :* 
___
edit 20:00 Przed południem zadzwoniła do mnie Anne. U niej szósta trzydzieści, ale ze stresu nie mogła spać. Spóźniła się na samolot i w związku z tym poprosiła mnie o dokarmienie kotów. Zaraz zrobiłam użytek z klucza, z piętra zeszła tylko głodna Junona z głową ubrudzoną sadzą. Porozmawiałyśmy jeszcze chwilę (z Anne, Junona była zajęta ciamkaniem). Podobno Rachel się przeprowadza. Hm. O Majkela nie pytałam, sąsiedzi nie widzieli go już jakiś czas, ale to taki przypadek, że gdyby zniknął to ... zniknąłby. Ludzie nie doszacowują swojej epizodyczności.

Nad morze wyszłam tylko na chwilę, na tyle, żeby zobaczyć mewę bez połowy nóg (nie miała normalnych skoków). Albo mutacja, albo wypadek, w każdym razie mewa (z tych mniejszych) nie wydawała się cierpieć, chodziła swoimi dziwnymi nogami po plaży. Za to ja odczułam dyskomfort, zaraz chciałam się z tą mewą zaprzyjaźnić, usłyszeć jej historię, co w sytuacji mewio-ludzkiej jest oczywiście awykonalne.  

Pod domem Katlin poznałam małego Oszina (przyjaciel Ethana) i jego mamę, Imę. Teraz dwa liliputy będą do mnie wrzeszczały "Hello!". Reszta dnia mi przemknęła, zepsułam zupę kalafiorową i zanurzyłam się w genealogii. A dlaczego ... a dlatego, że ostatnio na FamilySearch znalazłam zagłębie aktów urodzenia, małżeństwa i zgonów. Szczególnie zgony są fascynujące, np. jeden pociotek zmarł "na krosty". 

2 komentarze:

  1. Nie spodziewałem się, że brak męża w domu odbije się negatywnie na twoim blogowaniu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tutaj sprawdzam w słowniku czy się pisze "trójpak" czy "trzypak", a Ty do mnie, że się odbija negatywnie :D Zobacz, ile słów napisałam ;)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.