Obkręciłam się parę razy wg własnej osi i mamy koniec drugiego tygodnia nowego roku. W nagrodę za dobre sprawowanie przed pracą napiłam się kawy i zjadłam ciastko z morelą.
Sympatyczna jest grupa młodych ludzi z którymi teraz pracujemy. Uprzejmi, ogarnięci na tyle, na ile im wychowanie pozwala, chętni do rozmowy. Wyszliśmy z Sziwan na miasto szlakiem w granicach dawnych murów miejskich, dzięki czemu odkryłam zakątek w którym spokojnie mogłabym mieszkać — są to (obecnie nieco zaniedbane) zabudowania przy czurczlejn. Pierwsza połowa XVIII wieku, klasyczne okna, spokój (obok jest cmentarz i sala koncertowa; wspaniałe miejsce do wychowania kota).
Po południu zjadłam pizzę w Il Forno, sama, bo Kochany musiał się jeszcze dobudzić (położył się spać ok. piątej rano). Zadzwoniłam do rodziców, gdy chodziliśmy po TK Maxxie (już razem z Fredem, który kupił dwa czarne, damskie kapelusze, Filippo Catarzi i Seeberger; jeden może będzie dla mamy). Pod koniec naszej wędrówki zajechaliśmy do Costy na kawę, gdzie epatowaliśmy tulaniem. Na wieczór Trzy kolory: biały (1994) Kieślowskiego; pana Krzysia poniosło, zresztą nie tylko jego (Stuhr wspaniały).
Tu należy się czytelnikom wyjaśnienie: Nie od dziś głosimy, że sąsiedztwo cmentarza wcale by nam nie przeszkadzało, spokojni mieszkańcy, zieleń, przestrzeń..., idealne miejsce do zabaw dla kota. To konkretne miejsce na dom ma jeszcze jedną zaletę: nie musiałbym prześladować Twojej byłej managerki, bo mając pod nosem Cafe Nero, raczej bym nie nalegał na wypady do Costy. Powiedzmy, że uznałbym, iż odpokutowała za bycie złośliwą pipą.
OdpowiedzUsuń@Wolandzie, widzę jak podnosisz rękę w geście papieskim i jej wybaczasz.
UsuńAha, epatowanie.
OdpowiedzUsuńA głodnemu byś machała przed nosem kromką chleba? :D
@Dariusz, a którego głodnego masz na myśli? (czyli, cytując szwagra: "skonkretyzuj" 😉)
UsuńNie mogę skonkretyzować, bo nie myślałem o żadnym konkretnym.
UsuńAaaaa ;)
Usuń