Na koniec piękniej środy Ryszard podniósł nam ciśnienie wracając z dworu po kwadransie spaceru z zakrwawionym okiem (z naszej trójki Krwawe Oko był najspokojniejszy, zarządał dorzucenia czegoś do michy i w ogóle nie wyglądał na Kota W Cierpieniu). Rano okazało się, że to (najprawdopodobniej) tylko punktowe zadrapanie. Poza tym czwartek dniem zwykłym. Na kilka godzin utknęłam w pracy, a po powrocie niby, że chciałam nadrobić to, czego nie zrobiłam, gdy się świetnie bawiłam, ale wyszło mi raczej marnie. Zjadłam małżonkowy obiad (autobus powrotny był opóźniony, ale jak wspaniale jest maszerować w ciemności do rozświetlonego domu w którym szemrze wyciąg kuchenny) ... rozmawiając z mamą pokazałam jej Kochanego, który zbierał się do wyjazdu ... poskakałam w kuchni w celu zrobienia treningu, a teraz udaję się do czytania książki, której skończyć nie mogę, bo mnie ciągle coś rozprasza. Dzisiaj np. wracałam myślami do The Banshees of Inisherin.
Fred pomachał mi z Finglas.
Kotki lubią się włóczyć.
OdpowiedzUsuńKilku ich znałam, kiedy do mojego ogródka się przeciskały,
przez szczelinkę w płocie małą i się wylegiwały.
O zadrapanie nie trudno było.
@irsila, to prawda, a Ryszard jest kotem wolnowychodzącym i ciekawskim.
UsuńMnie chyba czeka jutro. Cały tydzień będę musiał nadrobić.
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, czekam na blotkę z opisem tego działania ;)
UsuńW czasie to raczej rozwlokę, to i do blotki opis działań może nie trafić.
UsuńOby tylko nie przepadł, jak się zaczną marcowe harce.
OdpowiedzUsuń