Strony

sobota, 3 czerwca 2023

1265. Dé Sathairn.

No i pięknie. Fred po śniadanku chodzi rozpromieniony, obamboszowiony, prywatny, rozwiesza w ogrodzie za domem wyprane skarpetki oraz przerywa nadmiar zawiązków na jabłoniach. Ja się cieszę znalezieniem starej pomadki z filtrem oraz równie starym korektorem antyseptycznym na mój zaczerwiony nos. Pacykuję obydwoma specyfikami twarz, więc wychodzi zakaz całowania (ciekawe ile się utrzyma, daję mu pół godziny).
___
edit 13:45 Bratanek sąsiadki właśnie maluje jej dom. W powietrzu typowe tutaj ciepło-zimno: w cieniu dopada człowieka chłód, za to przy wykonywaniu aktywności fizycznej czuje się upał jak w Polsce. A aktywność fizyczna była: poszłam na spacer, sama, bo Fred czilałtuje się w ogrodzie (pije yerbę, opala się, gada z kotem, kosi trawę). Po drodze napotkałam Anitę z psami (Lui i Jessie; Buddy zmarł w zeszłym roku), więc oczywiście przystanęłam na pogawędkę. Gronja, właścicielka małej strzechy nad morzem, przygotowywała swój dom do całościowej odnowy frontu. Na plaży powoli gromadzi się tłum. W drodze powrotnej jeszcze chwila rozmowy z Uśmiechniętą Kathleen (szła na spacer z córką i wnukami).
___
edit 22:25 No i takie to nasze życie jak w Madrycie. Były lody jedzone (w wafelku, ze sklepu za winklem) i w związku z tym spacer z Ryszardem (do sklepu i z powrotem). Sporo siedzieliśmy przed domem, więc się niejako przy okazji, akurat gdy czatowałam z mamą, sąsiad przed nami otworzył. Ten "nowy" z prawej, którego imię może gdzieś zapisałam, ale teraz nie pamiętam. Tak w ogóle to wczoraj zauważyliśmy, że rozmawiał z kotem. A dzisiaj powiedział, że Ryszard rano wlazł do niego do domu, i że nie chciał steka, i że to bardzo fajny kot. Oraz, że nie kosi trawy, bo trzeba dbać o pszczoły. Tak, że ten ... pogadaliśmy. Nie wiadomo, czy sąsiad będzie to jutro pamiętał, bo był mocno dziabnięty. Nom. Poza tym Fred siedziąc z mądrą miną w ogródku czytał jedną z książek Masłowskiej. A ja wpadłam w genealogię i widzę, że wszystkie drogi prowadzą do Dyjaka (gdyż mnie w najmniej odpowiednim momencie życiowym oświeciło, żeby pogrzebać w aktach z Tarnogrodu i poszłam za tym głosem). Kilka godzin w plecy, praca mgr leży, ja siedzę zafascynowana.

6 komentarzy:

  1. Ja swoje (wyprane skarpetki) powiesiłem właśnie na balkonie.

    OdpowiedzUsuń
  2. "Fred z mądrą miną"??? Można mieć mądrą minę czytając Masłowską? Byłem przekonany, że wyglądam na w najlepszym wypadku..., hmmm..., zmieszanego, ale w końcu jesteś moją Żoną i cieszę się, że tak to oceniłaś ;-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Woland, bardzo mądrą, okulary założyłeś i w ogóle :D

      Usuń
  3. Cholera, jakie cudowne życie... Szkoda, że mnie się takie nie trafiło.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, wzruszyłaś Srogiego Freda tym komentarzem, oczy mu zwilgły. Mniej więcej tyle powiedziałam do Kochanego podczas dzisiejszego spaceru - wspaniałe miejsce, kolejny piękny dzień (i to pomimo zwyczajowych jakichś tam strupów na głowie). Nie wiesz, co przed Tobą :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.