Pracę skończyłam godzinę wcześniej i udało się mi skorzystać z autobusu złapanego na przystanku innym niż zwykle (ulica Dżordża). Niebo wytrzymało z deszczem do momentu aż weszłam do domu (bardzo uprzejmie). Trochę mnie dzisiaj bolał brzuch (pewnie z powodu zbyt ciężkiego śniadania: resztek spaghetti bolognese suto naszpikowanego wołowiną i cheddarem), ale do późnego obiadu udało się mi sytuację rozgonić (przy okazji doinformowałam się, jak masować dwunastnicę; czego to się człowiek nie dowie, kiedy zachodzi potrzeba). Kochany przyjechał w mżawce, zastał mnie przy słuchaniu gry na koncertynie (i znowu czegoś nie znałam, to teraz znam; przygotowuję się psychicznie do jutrzejszego wyjazdu kulturalnego).
W rodzinie zachodzi przepływ informacji o dziwnych ruchach kuzynki, która niedawno straciła syna, więc oczywiście dyskutujemy, choć wiemy tyle, ile powiedział nam głuchy telefon (sytuacja jest raczej niekomfortowa). Reszta wieczoru upływa nam na przeskakiwaniu z tematu na temat: praca, Masłowska, robienie filmów, miecz Rydzyka. Skoro i tak budzę się w nocy kilka razy, położę się później spać, o!
Co to jest miecz Rydzyka?!
OdpowiedzUsuńTo coś jak kolekcja Porczyńskich (im. Jana Pawła II), tylko na mniejszą skalę :D
Usuń@FrauBe, miecz, który Rydz dostał od politycznych podlizywaczy na zlocie Radia Maryja na Jasnej Górze. Nie dość, że państwo wydało na prezent dla Ojdyra 250 tys., to przedmiot jest prawdopodobnie falsyfikatem.
UsuńOesuuu....
UsuńKuzynka daleko, więc można spokojnie w szczegóły nie wnikać.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, kuzynka daleko, ale jej sytuacja negatywnie wpływa na tych, których lubimy i z którymi jest nam bliżej.
UsuńJaki wyjazd kulturalny? Zaciekawiłaś mnie.
OdpowiedzUsuń@MaB, mój blog jest dziennikiem. To oznacza, że jeśli mogę i chcę o tym napisać, to informacja zapewne niedługo się pojawi :)
Usuń