To były dla Kochanego trudne cztery tygodnie, ale koniec z tym, przerwa. Tradycyjnie w piątek małżonek szybciej skończył zmianę. Czekał na mnie o trzeciej przed Centrum i zabrał karocą do domu. Zaraz po powrocie na wieś (tylko siku i już) poszliśmy na spacer, najpierw malutkie kółko z Ryszardem, potem większe kółko po wsi (nie skręciliśmy na plażę, bo zaczął na nas kropić deszcz, ciepły, ale stanowczy). Więc o:
![]() |
| Fred robi mi ukradkiem zdjęcia i mówi, że wyglądam masłowsko |
Pocztą przyszedł dyplom z pierwszego kursu TT (nice). Mąż robi obiad; jemy obiad. Słuchamy z Kochanym Cichej śpiewającej językami oraz Tony'ego Bennetta (zmarł dzisiaj), czyli potem Judy, więc i trochę cabaretowej Lajzy ... Faith No More ... Talking Heads (gdyż mamy rozrzut i gest). Kot siedzi na parapecie i przez otwarte okno sypialni zerka na mżawkę w ogródku powoli zasnuwającym się mrokiem.

Ja miałem teraz wyjść pod zamek, bo mam Jarmark Średniowieczny na św. Jakuba, ale padać zaczęło i się zastanawiam, czy warto się ruszać nawet jak już deszcz przejdzie. Bo ponuro jest, więc zdjęć i tak nie porobię, a i frekwencja pewnie na jarmarku przy takiej pogodzie będzie marna.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, "ponuro" to zawsze kwestia interpretacji. Jak widzisz na zdjęciu, wczoraj było raczej szaro, ale przyjemnie się razem chodziło (nawet w deszczu).
UsuńSpacer w deszczu fajny, ja lubię! Pozdrowienia serdeczne 😀
OdpowiedzUsuń