Spotkanie miałam umówione na wieczór, oczywiste, że psuło mi to smak całego dnia. Kochany wrócił ze stolicy ok. czwartej rano (śniadanie jedliśmy osobno). Dla relaksu chwilę grzebałam w ogródku (gdybym miała odpowiedzieć na pytanie wyrywanie której rośliny jest najbardziej terapeutyczne, bez kozery powiedziałabym: koniczyna) siłą rzeczy dzięki Katlin zapoznałam się z sąsiedzkimi tragediami (Lisa ma prawdopodobnie endometriozę, a Majkelowi umarła matka). Moje zabieranie się za statystykę nierówne, raz nawet na dłużej wyszłam do ogrodu pomóc Fredowi w koszeniu trawy. Nawiedził nas biały sąsiad, to mu przy okazji wyczochrałam uszyska:
Dobre kocisko, pokręcił się tylko w ogródku, nie wbijał na kwadrat (widać, że żyją z Ryszardem w zgodzie, więc nie ma powodu do interwencji). Wieczorne spotkanie z dochtórką mnie względnie uspokoiło; się okazuje, że odpadają mi trudne obliczenia, których w uj nie rozumiałam. Po raz kolejny wychodzi, że łatwo mnie pocieszyć - błyskawicznie zapomniałam o innych troskach i przestałam się zajmować tym, czym powinnam (za to kolaż powyższy zrobiłam).

Sam nie wie... chyba jednak koty umaszczone kolorowo podobają mi się bardziej.
OdpowiedzUsuńDariuszu, weź wyluzuj. ;) Podejrzewam, że Ty temu kotkowi też byś się nie spodobał. 😀
Usuń@Dariusz, niektóre koty-albinosy wyglądają niezdrowo, kot sąsiadki (nieboszczyk) taki był, miał ciągle zaczerwienione oczy. Ale Bán jest śliczny :)
UsuńBBM: Koci zestaw bardzo sympatyczny!
OdpowiedzUsuń@BBM, bo to bardzo miły kot jest, sam wyprzedza człowieka i przed nogami turla się po trawie, żeby go zauważyć jaki jest fajny.
Usuń