Po wczorajszych skokach ciśnienia (najpewniej, lub wymyśliłam sobie, że tak było), długo się dzisiaj budziłam. Dziwne zmęczenie (teoretycznie spałam ok. 7 godzin). Mam podpuchnięte oczy, więc coś jest na rzeczy.
W pracy elfa bardzo spokojnie, przewalam papiery, dwa razy spaceruję nad rzekę - nadal zdumiewa mnie to miasto, raczej obskurne, w którym kryją się jasne, ciche i przytulne miejsca. Na Boyne wysoki stan wody. Z samego rana, jeszcze zanim przywitałam się z Gronją, po raz drugi we wrześniu zaszłam na kawę do Esquiresa, bo Czarna znowu była o tej porze zamknięta (tym razem wywiesili informację, że im przykro).
Wracam z miasta wcześniej, ale i tak robienie obiadu dla siebie schodzi mi do wpół do szóstej (kartoffeln, dwa jajka sadzone, ogórki małosolne oraz sałatka z pomidorów i kolendry). Kochany pojawia się po szóstej, robię mu obiad (pieczony łosoś), rozmawiamy, w tle Genesis (1983), czas płynie, namierzamy, gdzie w kinie leci Stop Making Sense (1984), daleko trochę, słuchamy kilku piosenek Talking Heads właśnie z tego koncertu. Jutro piątunio. Jeszcze tu jestem, bo produkowałam prezentację. Ząbki. Spać.
Jest pełnia, a to nie ma dobrego wpływu na sen.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, w czasie pełni mam wyraźne sny, to z pewnością, ale nie zauważyłam do tej pory, żeby przeszkadzały mi wypocząć, więc jest to coś nowego. Cóż, piątek - łikędu początek, będzie dobrze.
Usuń