6:00 budzik wrzeszczy, wyłączam go, bo już wiem, że nie muszę dzisiaj jechać. Wstaję tylko po to, żeby pójść do toalety i przy okazji powiedzieć Fredowi (szykuje się do wyjazdu), że zostaję w domu.
8:30 w roli budzika występuje Ryszard, który nie może się już doczekać, kiedy otworzę drzwi do Kuchniosalonu i podam szamę. Otwieram, podaję.
9:45 jakimiś algorytmami dziwnymi przed śniadaniem kilka razy słucham Polski Kultu; gotuję dwa jajka na miękko, jem trochę gziku, skroluję internet.
10:15 korzystając z lepszej pogody wychodzę na spacer. Wracam lekko po jedenastej. Miałam rację, że nie wzięłam aparatu. I tak szłam patrząc pod nogi, nastawiając głowę do wiatru, który wprawdzie nie był zimny, ale i tak dość nieprzyjemny.
12:15 obejrzałam vloga Bernadette o przeróbkach okładek pseudohistorycznych książek. Już wychodziłam na ogródek, gdy tatko zadzwonił i pół godziny rozmawialiśmy przez messengera o tym, że był w szpitalu na pobraniu krwi, że ogólnie jest dobrze i jest zadowolony (tatko zazwyczaj jest zadowolony).
Pomysł na przyjrzenie się cebulom Golden Bells i Little Princess był pomysłem ostatniej chwili - bulwy źle znoszą zbyt mokre podłoże w wielkiej donicy przed drzwiami. Wyciągam je z gleby, może kilka uda się uratować. Wstrzymuję się z pierwotnym planem wysadzenia w tym miejscu innych narcyzów, bo muszę przemyśleć, czy to w ogóle dobry pomysł. Ryszard zwleka się z łóżka i chwilę mi "pomaga". Gdy wracam do domu, Fred dzwoni, bo ma przerwę w pracy.
14:00 nie chce mi się o tym gadać, ale praca mgr i tak mnie dopada: Ilona ponownie pyta o program antyplagiatowy, dziękuje za pomoc (wczoraj podpowiedziałam jej, jak sformatować pierwsza stronę), więc trochę rozmawiamy (pisząc) i dzielimy się swoimi wynikami.
Jem coś w rodzaju lunchu. Robię sobie kawę, przeglądam net, usuwam martwy naskórek z pięty, którą przytarłam w czasie pierwszego dnia wyprawy do Polski (nowa skóra jest taka gładziutka).
Z nadzieją szukam krindżowego, starego filmu do obejrzenia, w typie, którego w innej sytuacji nie wysiedziałabym do końca (mam stos rzeczy do prasowania). Zamiast tego znajduję dwudziesty drugi sezon Midsomer Murders i oglądam pierwszy odcinek. Kochany zapowiedział się na siódmą wieczorem, więc powoli przygotowuję obiad.
18:35 Fred wraca wcześniej. Rozmawiamy, jemy, rozmawiamy, walczymy z drukarką. Nie wiadomo jak robi się wpół do dziesiątej.
O, to muszę też poszukać tego sezonu MM bo skończyłem na 21.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, serial niespodziewanie znalazłam na Dailymotion, ale tylko po angielsku.
Usuń"Nie mam na nic czasu, bo oglądam seriale..." :)
OdpowiedzUsuńNo dobrze, ale mogłaś się tym podzielić na swoim blogu.
UsuńTyle, że ja nie nie oglądam "Midsomer Murders". :D
UsuńNa to też Ci nic nie poradzę.
UsuńDziękuję, że zachęcasz mnie do dalszego blogowania. To bardzo miłe z Twojej strony. Zawsze można na Ciebie liczyć. Pozdrawiam. :)
UsuńProszę bardzo, you're welcome.
Usuń