ok. 4:00 obudziło mnie szuflowanie po dnie miski z resztkami sałatki z obiadu (Kochany wrócił do domu).
6:00 alarm budzika. Nie chce się wstać, kręcę się w łóżku, prawie znowu przysypiam. W końcu zwlekam się, daję kotu jeść, w bardzo zwolnionym tempie robię zieloną herbatę. Pająk chyba już nie króluje (znajduję czyjeś zwłoki pod stołem). Jajecznica.
8:35 po zwyczajowej wędrówce autobusem o tej porze jestem już w mieście. W drodze zorientowałam się, że telefon z kartą płatniczą został w domu. Zamiast na kawę idę od razu zameldować się w Centrum i otwieram drzwi do biura własnym kluczem, bo okazuje się, że jestem pierwsza.
9:20 całą grupą wyruszamy do Carlingford. Zimno i wietrznie. Atrakcje organizuje nam Mac, miły Walijczyk bez zęba na przedzie. Robimy różne rzeczy i noszę na głowie czerwony kask (na szczęście nie mijam za dużo okien, a luster wcale). Z czasem robi się ciut cieplej, ale bez szału.
14: 05 jestem z powrotem w biurze. Otwieram laptopa, żeby przez FB zapytać się Kochanego, czy już wstał. Robimy plany obiadowe (zapraszam męża do restauranta). Robię jeszcze kilka drobnych spraw, przy okazji zmienia się mi grafik poniedziałku.
15:30 wpadam w ramiona Freda. Idziemy w dół ulicy, do libańskiej restauracji, mijając po drodze zgromadzenie samochodów strażackich na głównym skrzyżowaniu miasta. Ludzie zadzierają głowy, gołębie pewnie też, nie wiadomo o co chodzi (może jutro przeczytam o tym w gazecie). Po smacznym lunchu zachodzimy do Czarnej na kawę. W tym czasie Ka dzwoni i zaprasza na pogadanki (czyli robią się plany na późniejszy wieczór, najpierw jednak trzeba wrócić do domu).
17:50 przed domem spotykamy Bána i Amber (ależ oni bezczelni, pytają się, czy mogą wejść frontowymi; nie, nie możecie, go home). Przygotowuję po zielonej herbatce na głowę, relaksujemy się, ale jeszcze nie przebieramy, mielimy myśli, aż przychodzi godz. 19:00 i oboje stwierdzamy zgodnie, że chociaż się nam wcale nie chce, skoro jesteśmy umówieni, pora ruszać.
22:15 nad chatką Wielki Wóz. Nie zostaliśmy u przyjaciół długo, tylko na herbatę i ploty (oboje zbyt zmęczeni na seans kinowy).
Nie po chrześcijańsku tak. "Głodnego nakarmić".
OdpowiedzUsuń@Dariuszu, miałeś czas przywyknąć. To dom niechrześcijański :D
UsuńTrafiony, zatopiony.
UsuńWszyscy tacy "ąę" "wielce proekologiczni", a jak co do czego, to mordują pająki!
OdpowiedzUsuń@MaB, ale o kim konkretnie piszesz, że wielce proekologiczni? :) Nie wiem, czy chodzi o Ryszarda (mówiłam pająkowi, żeby na niego uważał).
UsuńMam nadzieję, że się zdążył rozmnożyć.🤞
Usuń@MaB, o co chodzi z tym priorytetem rozmnażania?
UsuńA znasz twierdzenie Arystotelesa, że natura nie znosi próżni?
Usuń@MaB, Arystoteles dyskutował tu o próżni postulowanej przez Demokryta, czyli mówił o fizyce. Przywoływanie tego stwierdzenia jako argumentu za rozmnażaniem się jest co najmniej dziwaczne :)
UsuńNie, no z tym pająkiem to oczywiście był żart. Kto by chciał mieć pająki w domu? Ale można było wziąść szklankę i papier i złapać pajęczaka, a potem wyrzucić go na wolność. Cytat: "Natura nie znosi próżni" można według mnie rozpatrywać w wielu wymiarach. Również w kontekście, o którym wspomniałaś, że organizmy żywe posiadają instynkt, który skłania ich do reprodukcji. Na Ziemi nie ma pustych miejsc, życie pojawia się w nawet najbardziej ekstremalnych warunkach: na pustyniach, czy na dnie oceanu. Nie ma próżni, bo człowiek wytwarza ją w warunkach labolatoryjnych. Wreszcie człowiek i jego rozum nie znosi pustki - podczasn snu lub w czasie czuwania, przez cały czas w jego organiźmie i umyśle zachodzą reakcje i przemiany...
UsuńI pewnie jeszcze w kontekście wiary oraz w ujęciu metaforycznym...
@MaB, pająk, którego znalazłam, został prawdopodobnie zabity przez Ryszarda. Sama pająków z domu nie usuwam, bo nie czuję takiej potrzeby. Nie mam nic do pająków, pytałam o rozmnażanie się (zwracasz uwagę na ten wątek drugi lub trzeci raz w naszych rozmowach). No i powoływanie się na wielkie nazwisko tylko po to, żeby przekazać myśl, która z zapodanym cytatem nie miała nic wspólnego - to zabieg, który ma za zadanie wzmocnić argumentację, działa tylko wtedy, gdy oponent niewiele czyta i ma tendencję do potakiwania ;) (fakty są takie, że Arystoteles pisał o fizyce, a nie gdybał o głębokim sensie rozmnażania się, mieszanie go w te rozważania jest zbędne).
UsuńDobra, dobra. Za jego czasów wszystkie nauki (w tym przyrodnicze) połączone były z filozofią. 😀
Usuń@MaB, poważnie uważasz, że jak mi to obwieścisz, będzie to argument związany z tematem? :)
Usuń