9:00 Robić ci kawkę, czy jeszcze podrzemiesz? pytam wstając z łóżka razem z Ryszardem. Jeszcze poczekaj, Fred mówi to wtulony w poduszkę, przekręca się na "moją" stronę i rozprostowuje długie nogi. Obudziłam się z 20 minut wcześniej, na półśpiąco zdążyłam już poskrolować internet w telefonie (nawet chyba napisałam z dwa komentarze). Zauważył to kot i z zagłębienia moich kolan przemieścił się, żeby siąść mi na brzuchu. Przez chwilę poranne mizianko kociej głowy. Wstajemy. Nakładam kotu do michy (wyrzucając niedojedzone mokre sprzed kilku godzin), ale źle odczytałam komunikat. Chodziło o wypuszczenie frontowymi drzwiami (okno było zamknięte przynajmniej od pierwszej w nocy; dopiero wtedy poszliśmy spać).
9:54 Kochanie, czy możesz mi zrobić kawkę? dobiegło mnie z sypialni. Oczywiście, że mogę. Powoli też zabrałam się do przygotowywania śniadania bardzo zadowolona z pomysłu, co na dzisiaj (a na dzisiaj: guacamole ze świeżą kolendrą i czosnkiem, pomidory koktajlowe ze świeżą bazylią, smażony ser halloumi - pierwszy raz kupiłam i na ciepło smakował jak w Cedar Gate, krążki papryki, trochę rzodkiewki, jajka na twardo - Kochany wziął do tego majonez; na deser czarne borówki, dla mnie jeszcze mój ulubiony jogurt cytrynowy z Tesco). Ok. 10:45 zasiadamy do uczty.
11:30 czałowanie i tulanie w kuchni. Mąż zmył naczynia, robi sobie kolejną mocną kawę i mnie pyta, czy mam plany w głowie. Niby mam, ale natychmiast przystaję na jego plan, bo marzyło się mi, żebym zamiast mojego planu jechała przed siebie (pomimo mokrej pogody za oknem, która właśnie sprowadziła kota do domu). Plan Freda: jedziemy na Północ w celu, że jedziemy, jedziemy, potem jedziemy, w Newry kupujemy kocie przysmaki.
12:40 rozpadało się na dobre, lecimy autostradą wzbijając tumany wodnej mgły. O 13:30 jesteśmy na miejscu. W TK Maxxie kupuję dwa mięciusie sweterki: turkusowy, z merynosowej wełny (Cynthia Rowley) oraz jasnoszary z zimnym ramiączkiem (wg producenta kolor się nazywa "mist grey", Phase Eight). W kocim sklepie nie ma tego, co Ryszard polubił, za to Fred obławia się suszonymi robakami oraz decyduje się na kupno nowego odkurzacza (takiego, który da się zawiesić na ścianie). O 14:40 zawracamy w kierunku domu.
15:15 oglądając filmik z Krzysztofem Jarzyną ze Szczecina dojeżdżamy do Costy w Dundalk; rozkładamy się z kawami na niskim stoliku przy oknie. Nadal leje.
15:45 skoro jesteśmy zaparkowani w okolicy, idziemy do obuwniczego. Rozglądanie się za dobrym obuwiem trekkingowym zajmuje nam ok. pół godziny. Przez moment mam ochotę kupić buty do chodu, ale rezygnuję. Następnie przejazd w kierunku zakupów spożywczych, czyli standardowo Lidl i Tesco.
18:00 pogoda nadal deszczowa. W końcu jesteśmy w domu, rozpakowujemy zakupy, wypuszczamy kota, który oddala się w nieznanym kierunku.
19:35 Fred zrobił obiad (kalafior z beszamelem), jemy, w tle Dire Straits (1978). Siadam przed laptopem, przeglądam zdjęcia z września. Szybko mija czas. Za szybko.
20:45 zauważam, że tatko jest aktywny na fejsie, więc go zaczepiam i rozmawiamy o różnościach jakieś dwadzieścia minut (pogoda, nowinki), mama w tym czasie siedzi niedaleko i skroluje swój telefon (a tak w ogóle to w ich odbiorniku leci chyba Szkło kontaktowe).
22:00 Kochany musiał wcześniej położyć się spać, jutro bardzo rano wyjeżdża daleko za Belfast i wstaje o drugiej. Zaraz biorę prysznic.
Stary odkurzacz się zepsuł, czy zmieniacie na nowocześniejszy model?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, Kochany już od dłuższego czasu chciał kupić niewielki odkurzacz, który można zawiesić na ścianie. Schylanie się w poszukiwaniu odkurzacza w naszej kanciapie na przydasie sprawia mu ból. Więc nie chodzi o nowoczesność, bardziej o poręczność.
Usuń