ok 4:50 budzę się na chwilę, żeby mózg mógł zanotować, że Fred wrócił do domu.
7:50 pobudka 2. Kochany przewraca się na drugi bok. Słonecznie. Kot ściąga się z łóżka, drepcze za mną do Kuchniosalonu i grzecznie czeka, aż nałożę mu śniadanie. Zjada wszystko prawie do czysta i prosi o otwarcie drzwi frontowych. Zielona herbata, prasówka (Amber się pojawiła i cichcem próbowała sprawdzić Rysiowe michy). Wiatr przegonił chmury, sprawdzam pogodę i ustawiam pranie ostatniej pościeli oraz drobiazgów. Kochany i kot (jednak zaraz wrócił) zgodnie chrapią. Robię śniadanie dla siebie (jajecznica z trzech jaj, resztki kartofli z obiadu). Chętnie wyszłabym nad morze, ale spodziewam się rozmowy online.
10:00 półgodzinny czat z Gronją, jakieś zadania, omówienie sytuacji ogólnej. Emilki wysyłać będę później, więc mogę spokojnie zająć się porządkowaniem jednej listy. W międzyczasie wiadomość od Luizy z informacją, gdzie jutro jedziemy z grupą i żeby wziąć kurtkę.
11:30 Kochany wstał, zrobiłam mu kawę, rozwiesiłam pranie i wyszłam na spacer nad morze. Przepięknie. Kupiłam flat white i patrząc pod nogi doszłam do mojego kamiennego zacisza (ustawiłam jedną piramidkę). Znalazłam bardzo ciekawy kamień, obfociłam niebo.
W drodze powrotnej pod kawiarnią spotkałam Thomasa z piersióweczką, wymieniliśmy uprzejmości pogodowe. Kupiłam dwa steki na obiad.
12: 50 robię obiad (stek, kartoffeln, pomidory w śmietanie). Kończymy jeść przed drugą, w sam raz, żebym mogła zajrzeć do online biura i poprzestawiać tabelki.
15:40 Kochany wyjeżdża do Tallaght. Machamy mu z kotem na pożegnanie. W pracy online siedzę ponad pół godziny poprawiając drobne rzeczy w excelu i sprawdzając, czy ktoś jeszcze wypełnił formularz. Dla płodozmianu idę chwilę pogrzebać w ogródku. Ściągam pranie. Enola Holmes (2020) bajka dla młodzieży, nie mój przedział wiekowy, ale przynajmniej wiem, co teraz dzieciaki oglądają (tak sobie tłumaczę, że nie był to zupełnie zmarnowany czas).
21:00 za dużo ciastków, spada mi cukier. Nie mogę się zmotywować do ćwiczeń, więc przynajmniej po umyciu włosów jem dobrą kolację. Pająk-gigant nadal żyje i króluje. Suszenie włosów połączę z czytaniem.

Kamień zabrałaś do domu?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, tak :)
UsuńPewnie też bym wziął :)
Usuń@Dariusz, obejrzałam go jeszcze raz i nadal kminię, co to jest. Wygląda jak skamielina jakiegoś drobnego stworzenia, ale te symetryczne paski niekoniecznie są naturalne.
Usuń