Od rana do wczesnego popołudnia słuchałam audiobooka Z pamiętników młodej mężatki Gabrieli Zapolskiej przeglądając przy tym obrazy niejakiego Żmurki. Fred zadzwonił do siostry z życzeniami, więc była też dłuższa rozmowa rodzinna (się dowiedzieliśmy co tam u Stu po niedawnej wyprowadzce oraz zdaliśmy relację z relacji z Lilką).
(Kochany miałby dzisiaj szychtę w Limerick, dobrze, że wymówił się pogodą i stanem pojazdu)
Jeśli chodzi o nazwy, zdałam sobie sprawę, że gdzieś po drodze przegapiłam kolejny sztorm z listy w tym sezonie. Po Gerrit kończącym zeszły rok był jeszcze Henk (wiał w okolicach 2 stycznia, ale raczej nad Anglią). Dzisiejsze gwałtowne podmuchy znad Atlantyku nazwano Isha. Isha zgasiła nam światło po szóstej i ponad godzinę siedzieliśmy w ciemności, jedynie przy świetle trzech świec podarowanych nam przez sąsiadów z okazji różnych. Odkryłam, że w takiej sytuacji czytnik z automatycznie dobranym podświetleniem sprawdza się doskonale. Kiedy wiatr zaczął się wzmagać do średniej ponad 70 km/h, Fred akurat dzwonił do Stu (potwierdziło się to, co mówiła Usz: jest lepiej). Poza tym piec się nam zaciął i Kochany musiał go restartować (na szczęście obyło się bez przykrych sensacji).
Podczytuję wspomnienia Bator z Japonii; przyjemna, ciekawa lektura (do tego kojące okoliczności: na zewnątrz wichura, ja pod kołderką, Fred w Kuchniosalonie słucha zespołu Kury).
Pięć?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, autokorekta bez sensu (chyba puszczałam tekst przez telefon).
UsuńA tam gdzieś "za morzami" toczą się mordercze wojny...
OdpowiedzUsuń@Widzianez Jakubowa, przez większość czasu staram się o tym nie myśleć. Najważniejsze w życiu jest to, na co sami mamy wpływ.
UsuńU nas dzisiaj też jakiś halny, łeb mi pęka.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, u nas seria sztormów, jesteśmy akurat pomiędzy.
Usuń