Aaaargrgrhhh, nie chce się. Ale śniadanie było dobre i Kochany ma zmianę wieczorną, więc zawiózł mnie rano do pracy. Poza tym słońce, a w Centrum spokój pomimo powrotu grupy. Popołudniem, w czasie drogi do domu, załapałam się na wielką zawiechę fejsa, insta oraz messengera. Kochany przed wyjazdem zrobił gulasz wołowy, więc zastałam w chacie pyszny obiad do odgrzania. Z njusów: Fred kupił bilety córce Mrzygłoda i w maju będziemy mieć kolejną wizytę nastolatki (tym razem stryjeczna bratanica).
Może jeszcze mała granola?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.