Szarówka i brak energii (młode wampiry wysysają resztki). Kochany wrócił gdzieś po północy i też był wyjątkowo zmęczony. Przyjechał po mnie do miasta, prawie we śnie zrobiliśmy zakupy i szybko skręciliśmy do domu. W następny weekend jedziemy na operę (Fred kupił bilety zachęcony niską ceną). W głośnikach Screamin' Jay i inne płyty z Tower (słucham ich czytając, drzemiąc, jedząc obiad zrobiony przed Kochanego, znowu czytając), aż nie wiadomo jak dziesięć po dziesiątej nucimy Bal u Rafała, a później słuchamy weltschmerzu Fisha (a jest to jeden z niewielu weltschmerzów, jaki traktuję z życzliwością) na Clutching at Straws. Chyba coś mnie bierze/brało, mam nadzieję, że wypoczynek podkołderkowy da temu czemuś odpór.
Salome Straussa?
OdpowiedzUsuń@Dariusz, tak :) Widzę, że trzymasz rękę na pulsie.
UsuńZupełnie bez zwiazku z blogiem - przypomniało mi się wczoraj nasze spotkanie i myślałam o Was ciepło, jaką jesteście cudną parą ludzi uszczęśliwiających świat uśmiechem.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, bardzo dziękuję za komplement. Czasem też po prostu ziewamy i gadamy do siebie przez sen :D
Usuń