Strony

piątek, 8 marca 2024

1543. Gawroni dzień.

Szarówka i brak energii (młode wampiry wysysają resztki). Kochany wrócił gdzieś po północy i też był wyjątkowo zmęczony. Przyjechał po mnie do miasta, prawie we śnie zrobiliśmy zakupy i szybko skręciliśmy do domu. W następny weekend jedziemy na operę (Fred kupił bilety zachęcony niską ceną). W głośnikach Screamin' Jay i inne płyty z Tower (słucham ich czytając, drzemiąc, jedząc obiad zrobiony przed Kochanego, znowu czytając), aż nie wiadomo jak dziesięć po dziesiątej nucimy Bal u Rafała, a później słuchamy weltschmerzu Fisha (a jest to jeden z niewielu weltschmerzów, jaki traktuję z życzliwością) na Clutching at Straws. Chyba coś mnie bierze/brało, mam nadzieję, że wypoczynek podkołderkowy da temu czemuś odpór.

4 komentarze:

  1. Zupełnie bez zwiazku z blogiem - przypomniało mi się wczoraj nasze spotkanie i myślałam o Was ciepło, jaką jesteście cudną parą ludzi uszczęśliwiających świat uśmiechem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, bardzo dziękuję za komplement. Czasem też po prostu ziewamy i gadamy do siebie przez sen :D

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.