Strony

niedziela, 10 marca 2024

1545. Porocznica.

Deszcz, deszcz, deszcz. Do wczesnego popołudnia nie mieliśmy żadnych planów, aż nagle pojawił się pomysł żony i jego realizację z przytupem rozpoczęliśmy w kilkadziesiąt minut. W deszczu udaliśmy się do Carlingford, żeby się przejść i zjeść (raczej kolejność: odwiedzić Gareta, zjeść i się przejść do naszej ławki na molo), a potem w drodze do domu zatrzymać się na kawę.





 


Na podróż pierwszy raz założyłam woskowanego Barboura, bardzo się przydał (świetny zakup, który czekał kilka miesięcy na właściwą pogodę; Fred sprezentował mi go latem zeszłego roku). Ciężkie deszczem chmury z trudem wskrobywały się na Slieve Foy. Po powrocie do domu genealogiczna rozmowa z mamą i relaks.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.