O ile poranek jeszcze możliwy, w południe, gdy sączyłam kawę, sprawy wróciły do normy: deszcz i wiatr. Mieliśmy plany na wieczór, nie było sensu się miotać i dokonywać bohaterskich czynów. Wczoraj Katlin uprzedziła nas, że może się u nas pojawić facet, który chciałby odebrać samochód, liczyliśmy na to, że wyrobi się przed naszym wyjazdem. Rzeczywiście, krótko po dwunastej przyjechali goście z lawetą, chwilę pogmerali przy samochodzie, Fred wyszedł do nich zawinięty w płaszcz; w końcu pomachałam autku przez okno. Teraz przed domem stoi tylko Babcia. Poza sprawami drobn
emi, dobieranie ubrań na wieczór i obiad.
Jakiś czas temu Fred wyhaczył zniżkę biletów na Salome Richarda Straussa wystawianą przez Irish National Opera z Sinéad Campbell Wallace i Tómasem Tómassonem. Odpicowani (ja w bereciku), o piątej wyjechaliśmy w deszczu do Dublina i po szóstej zaparkowaliśmy w bocznej uliczce tuż przy Pearse Sq.
Przed spektaklem kawa w Caffè Nero na Grand Canal Quay. Przedstawienie bez antraktu, krótko, dużo czerwonej farby (historia raczej
gore), ciekawa scenografia.
Już przed jedenastą byliśmy z powrotem w domu (na szczęście deszcz ustał i jechało się bezpiecznie). Oczy się kleją, czas minął szybko, jak zawsze, gdy jest przyjemnie.
BBM: Pierwsze zdjęcie- nadzwyczajne!!
OdpowiedzUsuń@BBM, dziękuję, ano trochę się odpicowaliśmy. I jeszcze, Fred miał na głowie kapelusz :D
UsuńUwielbiam Fredowy styl!
OdpowiedzUsuń@FrauBe, ja również :)
UsuńOjej, przyjemnie było. A opera nie dość, że o bohaterce wymyślonej przez chrześcijan, to jeszcze będącej ucieleśnieniem obraźliwego dla kobiet mizoginistycznego mitu! Nie wstyd wam? :D
OdpowiedzUsuń(bo mi akurat trafił przed oczy wpis Rafała Betlejewskiego, to jestem teraz w pełni uświadomiony, jak powinny na Salome Straussa reagować osoby progresywnie postępowe)
@Dariusz, ale tzn. że kto jest progresywnie postępowy: Ty, czy (oczekujesz, że) my?
Usuń@Dariusz, ze mną jest taki problem, że jako anarchista, mam kłopot ze zrozumieniem zwrotu "powinien reagować na (tu wpisz nazwę dowolnego dzieła artystycznego)". Niczego nie powinienem, a muszę tylko umrzeć, ale i to bez zbędnej ekscytacji, bo nie muszę w to wkładać zachodu, samo kiedyś przyjdzie. Za to mogę Ci opowiedzieć, jaka była moja reakcja po operze (*):
Usuń- Nie dziwię się, że to był skandal. Mnie samego wkurza, jak jakiś sadystyczny zboczeniec wymyśla dewianckie sposoby mordowania i o tym opowiada, zupełnie jak w filmie "Saw". Profilaktycznie zamknąłbym scenarzystę na dwuletnią terapię zamkniętą w psychiatryku - powiedziałem.
- Ale to historia biblijna - powiedziała Żona.
- No właśnie. Słodka religia miłości, k.rwa, cholerni dewianci - odpowiedziałem.
(*) - rozmowa skrócona i uproszczona na potrzeby komentarza.
Potwierdzam prawdziwość powyższego dyjalogu własnym podpisem: Świechna ^..^
Usuń