Oj, nie, wstawać się nie chciało. Kochany podwiózł mnie rano do Centrum, za to powrót z miasta zaliczyłam autobusem spóźnionym prawie pół godziny. W pracy pojawiły się pewne oferty, jedna skierowana bezpośrednio do mnie (już wiem, że z niej skorzystam), w temacie drugiej wyślę życiorys na piętro wyżej. Na razie nie zamierzam się niczym przemęczać. Zajrzałam w papiery, zapisałam kilka pytań organizacyjnych, ale też umyłam włosy oraz kupiłam na czytnik kolejny tom Maryli Szymiczkowej, Złoty róg (Znak, 2020). Kochany wrócił z Castle Espie przed dziewiątą, z podwójną wejściówką do kaczek (wiadomo, małżonek zna ludzi, np. zna Kirsty), skarpetkami dla żony (zielone, w borsuki; jeszcze się nie pogodziłam z myślą o dziurach w ulubionych skarpetkach w jeże, wyprałam, zwinęłam w kulki, czekają) oraz termosem dla Perlistego (w ten sposób prezent dla wiosennego gościa odhaczony). Teraz zamiarowuję pić herbatę i czytać.
Hmmm.... Nie pamiętam, co było osnową kryminalnej intrygi w "Złotym rogu". W cztery lata po lekturze. Na plus bym tego kryminałowi nie policzył.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, zobaczymy jak mi podejdzie; napoczęłam, ale że pracuję, to ciągle coś przeszkadza ;)
UsuńTo ja chyba - pod Twoim wpływem - umyję głowę...
OdpowiedzUsuń@FrauBe, czystość przede wszystkim ;)
Usuń