Strony

niedziela, 1 września 2024

1720. Jak w kalejdoskopie 3.

Pobudka o trzeciej nad ranem. Wczoraj Wu potwierdził ofertę dostarczenia mnie na Dworzec Centralny o bardzo niekomfortowej do przysług godzinie; skwapliwie skorzystałam, to zdecydowanie zdejmowało mi stres z pleców; w drodze towarzyszył mi również Kochany, czyli w ogóle miód i orzeszki (Fred zostaje w stolicy na dwa kolejne dni). 20 stopni z cosinusa Aleje, powiedział Wu :D 


Asnyk odjeżdżał o 4:43, wyjazd co do minuty, Żyrardów, Skierniewice, Koluszki, Łódź Widzew, i tak dalej, i tak dalej. Jazda pięciogwiazdkowa doprawdy, tylko peron w Miliczu był dla Asnyka za krótki, co miało znaczenie o tyle, że siedziałam na ostatnim fotelu ostatniego wagonu (miła konduktorka musiała mnie wyprowadzić do właściwego wyjścia). Przywitałam się z rodzicami i żwawo przemieściliśmy się na wieś; od razu śniadanie (z rana nic nie jadłam) oraz spacer z Maksiem (w towarzystwie Rózi ostrzegawczo pobekującej z lasu).



Mama miała pomysł bardzo dobry, więc przeszedł przez aklamację: wyjazd do Lubiąża na szwendanie oraz (przede wszystkim) obiad w Karczmie Cysterskiej. Budynki monumentalne (jak zwykle), rzesza turystów przemykających po dziedzińcu, zbrązowiałe liście kasztanowców chrzęszczące pod stopami; tatko trzaska zdjęcia hurtowo, jakby się ode mnie nauczył.



Kilka godzin później wróciliśmy po własnych śladach do Tcy, żeby w Kocie zasiąść do kawy i serniczków. Potem jazda na wieś i kontynuacja życia domowego leniwców. Dzień zwieńczony oglądaniem Upadku (2004) Hirschbiegela.

2 komentarze:

  1. Aha, czyli Upadek oglądaliśmy niejako razem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, tak. Już go wcześniej widziałam (nawet szukam na dvd), tym razem oglądałyśmy z mamą.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.