Wyskoczyłam z łoża, żeby zakropić oko mojemu misiu (krople trzymamy w lodówce) przed jego wyjazdem do pracy i już tak zostało. Jest o wiele lepiej, wprawdzie kaszlę, ale nie mam takiej mgły we łbie. Zaczęłam oglądać starego Dalgliesha, The Black Tower (1985), jak do tej pory trzy odcinki i trzy trupy, super. W międzyczasie odbyłam drzemkę, długą i pokrzepiającą. Mózg działa normalnie.
Wieczorem dodzwoniłam się do rodziców. Wieści: Maksio będzie miał w poniedziałek operację i nie wiadomo, czy przeżyje, bo serce ma bardzo słabe (mama mierzy mu ilość oddechów za pomocą specjalnej aplikacji); rodzice wycięli Malince wrastający wilczy pazur, już się z nim nie męczy wielka gapa; tatko ma od lekarza długi plan wypiękniania zębów (mama stwierdziła, że wszystko będzie nieomal w cenie samochodu); zamówienie z Empiku przyszło kompletne (jest najnowsza Masłowska, Tokarczuk x 2, płyta Prońko, i tak dalej). U nas ekscytacji mniej, ale przy okazji dowiedziałam się, że idzie na nas pierwszy sztorm sezonu, Ashley; poza tym Fred przypomniał sobie, że w czwartek pytała o mnie pani Stempelek (zawsze to miło). Ach, i test na covid wyszedł mi negatywny.
Wciągnęła mnie genealogia, zaczęłam robić rozpiskę dziwnych przemieszczeń tajemniczego prapraprapradziadka Macieja. Niektórzy mają ciekawych przodków, ja mam samych wędrownych biedaków. No i co zrobić? Siedzi w genach ;)
Może jeszcze jeden Dalgliesh? Mózg nadal pobudzony, szuka zajęcia.
No i dobrze, że mija.
OdpowiedzUsuńW sobotę moja mama miała gości, których podjęła na podwórku (zastali ją w trakcie grabienia trawnika), bo nie chcieli zajść do domu i trzymali się od niej na dystans w obawie przed covidem.
@Dariusz, kryzys miałam w czwartek/piątek, teraz po prostu staram się relaksować. Dlaczego goście Twojej mamy obawiali się covida? Twoja mama chora, oni chorzy?
UsuńPojęcia nie mam. Mama - skoro zabrała się za grabienie podwórka - raczej chora nie była. Chyba profilaktycznie się separowali, żeby ewentualnych śląskich wirusów z mazurskimi nie mieszać. W pandemii zalecano przecież zachowywanie dystansu.
Usuń@Dariuszu, to goście aż ze Śląska, ale u Twojej mamy byli tylko chwilę?
UsuńPoza tym niektórzy boją się zarazków; teraz Kochany przypomniał mi jedną starsza panią z jego osiedla, którą kiedyś poznałam - ona też wolała rozmawiać na odległość, chociaż było to akurat w czasie, gdy pandemia lekko odpuściła.
Goście z okolicy, w której Woland ma ciotkę. I tak, byli u mamy tylko przez moment.
UsuńMamy sporo dokumentów, reszta wygrzebana z archiwów przez ciocię. Doprowadziła drzewo do XVII wieku, a mnie kopara opadła.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, u mnie jak to w rodzinie chłopskiej, dokumenty w stanie minimum, poza tym prawie żadnych zdjęć. Ale też mam fragmenty doprowadzone do XVII wieku (kilka nitek zaledwie).
Usuń