Ciepły, ładny dzień. Może nie dla wszystkich, wiadomo (na przystanku obserwowałam jak ptaszki wielkości różnych zbierały świeżo rozrzucone piórka od dorodnego grzywacza, któremu już się nie przydadzą), tym bardziej starałam się uwrażliwić na przyjemny fakt istnienia.
W pracy po kilku latach (ile to minęło? trzy?) ponownie spotkałam Teresę. Bardzo miła kobitka, cieszę się, że będziemy współpracowały.
Po południu zeszłam się z Kochanym w polskim sklepie, kupiliśmy coś prostego na obiad i heja do domu, żeby nie trzeba było wycierać kałuży ;) Zadzwoniłam do tatki, rozmawiałam z nim i z mamą dobre 45 minut (wszystko w porządku, gorąco, koty rozwalone na meblach). Aaaa, dalszy ciąg zmęczenia biurowego. Trochę się zdrzemnęłam, Kochany sam poszedł przespacerować psa i właśnie przed chwilą wrócił.
Mnie trzyma przy życiu perspektywa długiego weekendu.
OdpowiedzUsuń@FrauBe, zawsze to coś, czego można się uchwycić :)
Usuń