Strony

czwartek, 22 maja 2025

1983. Nanana.

Bezustanne wahania temperatury dość mnie rozsypują. Wczoraj było ciepło, ubrałam się na ciepło, ale dzisiaj było so-so. Trudno. Pork pie już się nosi, w głowie kilka spraw organizacyjnych (w drodze powrotnej, w autobusie, Eugene, Gej Lokalny, stanął nade mną i zauważył najuprzejmiej, przepuszczając mnie przy tym do wyjścia, że on też miał taki bardzo dobry kapelusz).

Fred był na kawce u cioci Re, dostałam zaoczne pochwały, miło bardzo. Za drugim razem przywitałam się z ciocią wirtualnie i pokazałam jej kota-trupka na koszulce w której byłam w pracy. Sprawy biurowe zakończyłam szybciej, miałam więcej czasu na obiad i różne rozkminki {Czyli jaka będzie pogoda w końcu? Co mam wziąć? Arghghgh. Po co mi czysta podłoga w łazience, skoro mnie tu nie będzie nie wiem, ale umyłam. Wcale nie jest taka czysta, po co się od razu szokować. Kfiaty ogrodowe podlane. Pakuję te spodnie, bo może będzie chodzenie. A może nie. Dawno się już odprawiłam. Włos umyty, pachnący, filmowy. Pranie mieli się w pralce. Co by tu jeszcze? Panika}

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.