Pracowniczo trochę byłam zajęta; chwilowe kłopoty z kamerą, jakieś sprawy finansowe, które mnie jeszcze nie dotyczą, ale wymagały ode mnie spaceru za rzekę (odkryłam nową ścieżkę wśród zieleni), kilka osób, które czegoś chciały (zazwyczaj nikt nic nie chce) i to akurat dzisiaj, gdy Szef zrobił sobie wolne. Aura zdradliwie słoneczna; wprawdzie miałam ze sobą pork pie, ale na wyprawę za rzekę go nie wzięłam, duży błąd, zatoki zaraz się zorientowały.
Najlepszy z mężów w tym czasie upichcił gulasz na obiad, a potem pojechał do Aś zawieźć jej lucyfery. Wracając po lunchu zajechał do Drołdy i zwinął mnie z ulicy ;). Najedzona zerkałam w RTÉ na wybór nowego papieża. Wybór ciekawy, choć zachowawczy, pewnie będzie tak jak zawsze. Chwilę rozmawiałam o tym z mamą. Poza tym nie mam za bardzo siły; pokręciłam się chwilę po sypialni szukając rzeczy do spakowania na jutro i uszy szybko mi opadły. Bolą mnie zatoki; znowu trzeba będzie spać z łbem pod poduszką.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.