Strony

poniedziałek, 12 maja 2025

1973. Rock star.

Poranny ból istnienia; chodniki mokre po nocnym deszczu.

I love your gear, look like a rock star, wasn’t sure I should ask you for an autograph or what, tak mi powiedział nieznajomy starszy pan, który szedł za mną, gdy zmierzałam (sunęłam, kroczyłam, gdyż nie był to zwykły marsz, o nie) po ser do polskiego sklepu. Stary, oliwkowy płaszcz (noszę go któryś sezon), na nogach cielaki i szerokonogawkowy spodzień z domowo zawiniętymi mankietami (pewnie były szyte na modelkę 1.90m), wełniany kaszkiet, mój ulubiony.

Nasze Malutkie Hrabstwo wygrało w niedzielę Delaney Cup, pierwszy raz od 68 lat. Oczywiście na mieście porykiwania. Dzisiaj już na całego, kto nie zdążył wczoraj wieczorem, porykiwał w południe; pub po sąsiedzku pełny w środku dnia, na mieście wiele samochodów z zatkniętymi flagami Wee County, przechodnie w okolicznościowych koszulkach, znajomi dogryzający supporterom Royal County, w Jamie nawet Szef, który nie ogląda meczy, wiedział o co chodzi (przy okazji wygłosił tyradę o wyższości GAA i rugby nad piłką nożną oraz związkiem tej ostatniej z kulturą przemocy). Zachęceni pogłosem, w domu obejrzeliśmy z Kochanym skrót akcji: chłopaki biegały jakby im płacono miliony euro, a po wygranej cieszyli się, jakby wygrali puchar świata (przechodni Delaney Cup to jest taka trochę większa waza na zupę).

Wracając do życia rodzinnego, wczoraj wieczorem odkryłam, że tatko zapisał się na Duolingo i uczy się niemieckiego. Rano sprawdziłam, czy to nie był sen. No nie. Niedawno zadzwoniłam do niego, żeby zapytać co to się stało. No nic się nie stało, tatko uważa sam siebie za starego Niemca, który na pewno zna niemiecki, więc aż tak bardzo nie musi się uczyć, ale chce ;)

Nie sprzątałam, obiad odgrzewany (do Fredowego gulaszu i kupnych klusek śląskich były ogórki małosolne z polskiego sklepu, mniam); jestem zmęczona; miałam coś pisać, coś czytać (Wyspa daltonistów Saksa została napoczęta), zbieram się powoli i z namaszczeniem.

2 komentarze:

  1. Nas mało nie pobito, kibicowaliśmy Barcelonie wygrywającej z Madrytem. Odkryliśmy dobrą piekarnię blisko hotelu i nie ma sposobu omijać.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @artdeco, no właśnie sporo jest tego podniecania się zupełnie niezdrowego. Pamiętam jak kiedyś dorosły facet napadł na mojego ucznia, wówczas może 11-latka, bo ten miał szalik jakiejś drużyny piłkarskiej, nie tej, co sobie gościu życzył.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.