Po wstawieniu prania wyszłam na poranny, godzinny spacer nad morze i nie zrobiłam ani jedniusieńkiego zdjęcia, bo przez ten czas rozmawiałam z mamą. U nich deszcz i nudy, u mnie słońce i nudy (Kochany wyjechał do pracy na ósmą). Dzień senny, drzemię, piję kawę; mama zadzwoniła jeszcze raz po południu, żeby powiedzieć, że znalazła ładny dom w naszej okolicy i kupuje ;) Kochany wrócił po piątej; obiad po szóstej.
Gdy zbierałam pranie, na górce Rysiowej stał kos i tak na mnie spojrzał, jakby chciał zapytać: Przepraszam, a jabłka dzisiaj będą? Więc były; zaraz pan kos pojawił się z kosową i z widoczną radością zajęli się każde swoją połówką. Wszyscy zalatani, młode wróble już fruwają z rodzicami i uczą się korzystania z poidełka. Dobry jest taki spokojny dzień; tylko mam kłopot z czytaniem, odkładam to na później, które nie nadchodzi, bo ciśnienie leci w dół i oczy się zamykają. Chwilowo zafascynowałam się statystyką Eurowizji, tzn. lubię jak dodają te wszystkie punkty, to jest interesujące; bo jednak muzyka eurowizyjna najczęściej do słuchania się nie nadaje.
Ładny dom w okolicy...jakie radosne jest poszukiwanie nowego gniazda na czas emerytury ! Jakby człowiek zaczynał nowy rozdział w innej scenerii. Dobrze, że rodzice w to wchodzą ! Warto !!
OdpowiedzUsuń@Karuzelo, to był taki żarcik ze strony mamy. Mama jest po budowlance, domy ją zachwycają i lubi oglądać różne bryły. Ale na kupno czegoś w Irlandii z pewnością jej nie stać :)
Usuń