Strony

piątek, 8 sierpnia 2025

2061. Aaaaa! ...

... już wiem, co sobie życzę na urodziny: życzę sobie zajrzeć do Narodowego, zobaczyć czasową wystawę Rubensa. 

Obudziłam się przed budzikiem; sen krótki (przed północą doczytywałam jeszcze parę kartek Hjorth; czytam wolno, ale lektura nie nudzi; mocne pisanie, sama bym tak chciała). 

Dynamika domowa mnie zastanawia: od kilku dni dziewczyny nie bawią się razem tak często, jak przedtem, nie wiem, czy to powód, który znam, czy inny. Mania dalej ma lekki katarek. Bronkę swędzą zęby (wieczorem zauważyłam, że powoli wyłamuje się jej dolny, prawy kieł, koniec mleczakowania, ech).

Praca była. W pracy miło bardzo: przyszedł Czarli, przyniósł ciasteczka oraz dwie kartki z podziękowaniami, że w niego wierzyliśmy. Kochany zwinął mnie spod budynku i pojechaliśmy na zakupy spożywcze zaopatrujące nas na weekend (w Lidlu widzieliśmy genialnie ubranego czarnoskórego pana, kowbojki do szortów i w ogóle, oczywiście musiałam mu powiedzieć, co o tym myślę ;)).

Gdy wróciliśmy do domu, zauważyłam, że Fred poczynił zakupy ubraniowe dla siebie. Kupił w the Kooples zajebistą koszulę w paisley i super kaszkiet, który tak naprawdę jest maciejówką, i który na pewno będę mu podbierała :D. Ale na tym nie koniec, ponieważ mąż dał nura do sypialni i wychynął stamtąd z pakunkiem, prezentami dla mnie z okazji naszej zbliżającej się rocznicy: biała koszula Scotch & Soda, kremowy pulower Montcrief, czerwony, pleciony pasek RL, jedwabna kurwatka Missoni oraz interesujące perfumy Miller Harris, L'eau Magnetic. Wszystko stylowe i super pasujące.

Po obiedzie jeszcze trochę ślęczałam przy laptopie, wkrótce jednak dołączyłam do Fredowego drzemkowania. Zamierzenia były takie, że zaraz obudzi mnie wypita przed drzemką kawa, tymczasem wstaliśmy dopiero po szóstej. Myszy zaliczyły dłuższy pobyt w ogródku (dopisało słoneczko, choć nadal było nieco wietrznie; ogród przeobraża się w jesienną szatę, może jutro zrobię parę zdjęć; Katlin zauważyła nasze obsypane owocami jabłonie; rozmawialiśmy z nią chwilę o wydarzeniach sąsiedzkich).

Jak zwykle, Fred jest już w drodze do El Paso.

2 komentarze:

  1. To ja Ci też życzę. W Krakowskim Narodowym szykuje się czasowa wystawa Chełmońskiego, będzie się działo. Ale chyba wolałabym Rubensa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @FrauBe, Chełmoński też jest spoczko ;) Może uda się nam jeszcze coś innego zobaczyć w październiku, bo będziemy przemieszczać się w kierunku lubelskiego. Czas pokaże :)

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.