Strony

niedziela, 7 września 2025

2090. Sobota domowo-koncertowa.

Wróciliśmy z sobotniego koncertu późno; tuż przed północą gotowa byłam przyłożyć twarz do poduchy postanawiając sobie, że w takim razie wpis będzie zrobiony jutro.

Witaj jutro :)

W sobotę rano Kochany wyjechał do pracy przed moją pobudką. Gdy weszłam do Kuchniosalonu, myszy znowu były głodne, albo przynajmniej tak mi obwieściły: nic nie jadłyśmy, pomocy!

Czytałam blogi, słuchałam nieuważnie albumu Suits Fisha (1994), zrobiłam pożywne, pół-irlandzkie śniadanie dla jednej osoby (fasolka w tomacie, polskie parówki, jajko sadzone). 

Rozmawiałam z mamą, pokazując jej jak Maniuśka rozwaliła się mi na kolanach do góry brzuchem i pozwala mi masować swoją prawą stópkę. Co za kot. Gdy tylko wyszłam na chwilę, rozwiesić ręcznik w ogrodzie (pogoda nieciekawa, niby zapowiadająca deszcz, zakładałam, że pewnie zmoknie zamiast wyschnąć; nie zmókł), Mańka, do tej pory śpiąca, wdrapała się na okno, potem czujnie dreptała wokół zlewu. 

Oglądałam dokument Himilsbach. Prawdy, bujdy, czarne dziury (2002), gdy Kochany wrócił do domu. Chwila mężowskich preparacji ubraniowych, ja również coś tam założyłam, o czym wcześniej nie myślałam za wiele, bo leniwa sobota nie zachęcała do robienia planów. W końcu przed siódmą wyjechaliśmy do Drołdy.

Miejsce ciekawe, kościół św. Augustyna w którym chyba nigdy do tej pory nie byłam. Parę znajomych twarzy.


Wydarzenie: muzyka folkowa nowego pokolenia z okazji trzydniowego festiwalu, Seán Corcoran Series, a w nim m.in. koncertynista Sárán Mulligan (z Dundalk) z Muirine Nic Roibín (z Wicklow), doskonały opowiadacz-pieśniarz Macdara Yeates (z Dublina), po przerwie Oíche Airneáil : A Night’s Visiting z tancerką Edwiną Guckian (hrabstwo Leintrim) i altowiolistą Ultanem O’Brienem (hrabstwo Clare), pisarz John Banville oraz RÓIS (hrabstwo Fermanagh) śpiewająca w stylu przypominającym keening. Nie pamiętam imienia pierwszej występującej, muszę zapytać Anne; wiadomo, że głos czysty jak kryształ, bo bez głosu w Irlandii nie ma sensu marzyć o karierze w Irlandii, zbyt wielka konkurencja, ale jej repertuar był raczej dla początkujących, złożony z samych przebojów (Red is the Rose widzowie śpiewali razem z nią). Poza tym Macdara Yeates zaprosił na scenę trzy śpiewające rodziny/zespoły z różnych stron Irlandii — stanęli i zaczęli śpiewać na głosy, ot tak. Niesamowite doświadczenie.

Mieliśmy szczęście z pogodą, nocny powrót przez miasto do parkingu był całkiem przyjemny (piszę to mając na uwadze rozgrywającą się za oknem o niedzielnym poranku walkę żywiołów morskich).

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.