Z rana okazało się, że w nocy Bronia jakoś pozbyła się kołnierza. W ciągu dnia jest znacznie lepiej, ściągam jej kołnierz na jedzenie, kuwetowanie i spanie na czyichś kolanach. Do rozgrzebanych lektur dorzuciłam słuchankę Grynberga z Audioteki, Rok w którym nie umarłem. Raptem trzy godziny, więc zaraz skończę. Albo nie. Jeeves and Wooster 1.4. Kawa w ogródku. Spacer nad morze. Lody w wafelku.
Jeśli chodzi o spacer nad morze, dałam się uszczypnąć krabowi (Corystes cassivelaunus?):
Jeśli chodzi o lody, większość konsumpcji dokonała się w ogródku (pogoda jeszcze jako tako, choć zapowiadano deszcz):
Mąż zrobił obiad i dzień prawie skończony. Od dziewiątej dieta Mańkowa, bo jutro jej kolej. Tak że tak.


Ale że tak z premedytacją chciałaś być uszczypnięta? I chyba nie miewasz takich zachcianek kiedy mijasz konie? 🤔😉
OdpowiedzUsuń@Aśka, koni raczej nie przenosi się w rękach :)
UsuńNo raczej. Chyyybaaa... że koniki polne! 🦗 😃
Usuń