Strony

piątek, 19 czerwca 2026

2376. Nareszcie ...

... piątek. Przez pracę przemknęłam aktualizując oprogramowanie, dając kciuki w górę oraz żółwiki. Skoro mieliśmy zahaczyć o Tesco, musiałam wziąć męża na kawę (ciśnienie miałam takie, że albo kawa, albo śpiączka). Z miasta przetoczyliśmy się do wsiowego portu, gdzie Kochany wybrał kupienie ryby z budki. Pomimo wcześniejszego deszczu ciepła i przyjemnie bezwietrzna pogoda zachęciła nas do pozostania pod fiszendczipsiarnią (zmyślnie zaangażowaliśmy plastikowe torby na zakupy jako pokrowce na mokrą ławę).



Dość szybko po powrocie do domu wyszliśmy z koteczkami, a potem we dwoje nad morze (starałam się utrzymać energię na równym poziomie, ostatnio jak siądę i się zadumam to kaplica; chyba trochę pomogła mi w tym zadaniu Banalna swoim komentarzem do mnie u Celta — długo jeszcze szczerzyłam się sama do siebie w uśmiechu, wprawdzie śmianie się z cudzej głupoty to nie jest rozrywka wysokich lotów, ale krążenie pobudza, więc bierę; Kochany w międzyczasie zdążył rozmówić się telefonicznie z Wu, KMŁ oraz Ka). 

Na wieczornej plaży pięknie, choć jak zwykle nie dla wszystkich: morze wyrzuciło ze swoich głębin ławice chełbii, a dwóch panów z dziwnymi kijkami wygrzebywało z piasku jakieś żyjątka, zapewne na obiad.

7 komentarzy:

  1. Ja bym tak nie mógł z plastikowymi torbami, bo korzystam już tylko ze szmacianych. Przy ostatniej wizycie mamy oddałem jej ostatnią reklamówkę (lata temu służyła mi przy zakupach prasy, numerów Filmu a później Kina).

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariuszu, używamy toreb, które kiedyś wzięliśmy z konkretnych sklepów (widać, że jedna jest z Dunnesa), nie nadają się do niczego innego jak noszenie zakupów na krótki dystans ze sklepu do samochodu (poza tym Kochany pakuje w nie szkło i puszki przewożone do recyklingu, zawsze to lepiej w takiej sytuacji, gdy torba jest nieprzemakalna).

      Usuń
  2. Odpowiedzi
    1. @Tomku, nom, mogło chodzić o sercówki albo brzytwy, nie podeszłam bliżej, więc nie wiem, co panowie już mieli w koszykach.

      Usuń
    2. Uważam, że to niesamowite, wygrzebać sobie obiad z plaży. Też bym tak mogła. :-)

      Usuń
    3. @Agniecha, tutaj to normalna sytuacja, coś jak grzybobranie: w czasach wielkiego głodu okoliczni mieszkańcy przetrwali m.in. dzięki takiemu grzebaniu w piasku (w jednym z sąsiednich miasteczek jest nawet pomnik cockle pickers — zbieraczy sercówek).

      Usuń
    4. No tak, ja już sobie pierwszy obiad z lasu też uczyniłam - kurki wyrosły po deszczach.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.