Wstaliśmy z Kochanym po piątej. Za oknem niebo zasnuwało się coraz bardziej. Gdy przyjechaliśmy do Drołdy, wysiadłam na głównej ulicy, żeby przynieść Kochanemu kawę, potem on do pracy, a ja czekając na swoją szychtę rozsiadłam się w Czarnej. Nic za wiele nie przeczytałam, bo zagadała do mnie Marksistka z historią, że kupuje mieszkanko w Polsce i będzie żyła na dwa kraje, przynajmniej przez jakiś czas. Mam nadzieję, że plany jej wypalą.
Przed południem byliśmy z grupą na kręglach. I gdy tak sobie grałam, Fred napisał do mnie z informacją, że umarł Jerzy Stuhr. Kilka minut później dostałam maila zapowiadającego odwołanie sierpniowego przedstawienia i zwrot pieniędzy. Szkoda, że nie zdążyliśmy zobaczyć go na scenie.
Another beautiful day in Ireland, powiedziała Alis otwierając parasolkę na schodach do Centrum.
Kochany przyjechał po mnie o umówionej godzinie i od razu pojechaliśmy do Pieseła. Zrobiłam makaronowy obiad, chwilkę rozmawialiśmy z mamą, potem dopadło mnie wielkie zmęczenie, które odgoniłam dopiero późnym wieczorem (Fred i Pieseł byli na spacerze beze mnie). Zmulenie nie pozwoliło mi znaleźć żadnego ciekawego filmu na Netflixie. Wszelkie sprawy papierowe też awrio (dostałam referencję od Saren, ale nie chciało mi się nawet otworzyć pliku), po prostu trzeba to wyspać.


