Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stuhr. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Stuhr. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 9 lipca 2024

1666. Zmęczenie.

Wstaliśmy z Kochanym po piątej. Za oknem niebo zasnuwało się coraz bardziej. Gdy przyjechaliśmy do Drołdy, wysiadłam na głównej ulicy, żeby przynieść Kochanemu kawę, potem on do pracy, a ja czekając na swoją szychtę rozsiadłam się w Czarnej. Nic za wiele nie przeczytałam, bo zagadała do mnie Marksistka z historią, że kupuje mieszkanko w Polsce i będzie żyła na dwa kraje, przynajmniej przez jakiś czas. Mam nadzieję, że plany jej wypalą.

Przed południem byliśmy z grupą na kręglach. I gdy tak sobie grałam, Fred napisał do mnie z informacją, że umarł Jerzy Stuhr. Kilka minut później dostałam maila zapowiadającego odwołanie sierpniowego przedstawienia i zwrot pieniędzy. Szkoda, że nie zdążyliśmy zobaczyć go na scenie.

Another beautiful day in Ireland, powiedziała Alis otwierając parasolkę na schodach do Centrum.

Kochany przyjechał po mnie o umówionej godzinie i od razu pojechaliśmy do Pieseła. Zrobiłam makaronowy obiad, chwilkę rozmawialiśmy z mamą, potem dopadło mnie wielkie zmęczenie, które odgoniłam dopiero późnym wieczorem (Fred i Pieseł byli na spacerze beze mnie). Zmulenie nie pozwoliło mi znaleźć żadnego ciekawego filmu na Netflixie. Wszelkie sprawy papierowe też awrio (dostałam referencję od Saren, ale nie chciało mi się nawet otworzyć pliku), po prostu trzeba to wyspać.

piątek, 23 lutego 2024

1530. Choroba.

Kochany przed świtem pojechał w kierunku Kildare. Nie wychyliłam nosa z domu (w nocy zapchane zatoki, w dzień trochę kaszlu), rano rozmawiałam z tatą, bardzo dużo czasu poświęciłam na  przeglądanie drzewa genealogicznego na MyHeritage, czytałam. Po południu czekałam na powrót męża, żebyśmy mogli zjeść obiad razem (Kochany wrócił z bukietem róż).

Moje przekonanie, że egzemplarz Prowadź pług swój przez kości umarłych jest w Polsce, było całkowicie błędne. Książka z pozaginanymi rogami i notatkami ołówkiem (podczas czytania zanotowałam w niej również tekst na bloga; stary blogopamiętniczek podpowiedział mi, że chodziło o 12 lipca roku 2017) leżała na innych książkach przykryta kserami podręcznika do irlandzkiego. 

Podejrzewam, że marazm piątkowy częściowo był spowodowany oczekiwaniem na serwisanta. Liczba serwisantów, których dzisiaj zobaczyłam: 0. 

Za uchylonym oknem wiosenne trele. Dwie ostatnie noce wydały mi się dziwnie jasne, może mam zwidy, ale też idzie na pełnię.

Fred również podziębiony, już wziął garść pigułek.
___
edit 21:45 W ciągu kilku chwil podjęliśmy decyzję o kupieniu biletów na sztukę w Teatrze Polonia. Za kilka miesięcy, bo bliższe terminy wyprzedane. 

piątek, 15 maja 2020

150. Drobnostki.

Umarł mi lewy japonek. Akurat była 15:33, stałam przy garach mieszając tzatziki, myśląc o pokoju na świecie, kiedy plastik między palcami zrobił prask, i po japonku. Czarny, przywiozłam go z Polski. Ale nie rozpaczam. Gdy po późnym obiedzie leżałam sobie w łóżeczku obok Freda, przy oknie jak zwykle otwartym, przez które umykają nasze oddechy, myślałam jak mi dobrze. Dobrze mi.

Skończyłam ponad godzinę wideonawijki z Luś o uczelni i życiu. Na vod.pl jest Kingsajz (1988), i my go właśnie obejrzymy. Z biegiem lat przed oglądaniem coraz bardziej zaczęłam się radować, że zaraz obejrzę Stuhra.

piątek, 27 marca 2020

101. Kolejny epidemiczny piątek

Kiedy to się skończy?
Dzień w zasadzie bez wydarzeń — Fred wrócił po siódmej nad ranem, a ja do wczesnego popołudnia zatopiłam nos w genealogii. Utknęłam na babci mojego taty, nie idzie ni wte, ni wewte. Trzy lata temu rodzice spędzili kilka dni w Sieniawie, żeby ją wytropić, ale początek historii prababci Heleny na razie rozpływa się we mgle. Tak na mnie działają książki, gdy fabuła kręci się gdzieś w okolicach, które znam lub coś dla mnie znaczą. W tym przypadku nadal myślę o Księgach Jakubowych.

Powietrze nad Boyne było nieco zamglone, dość ciepło, rudy łepek sporo dzisiaj biegał za ptakami (sama byłam świadkiem jednej akcji, dla wróbelków szczęśliwie nieudanej). Rano zadzwoniłam do taty, ale odebrała mama, jak zwykle, gdy jest w domu. Chyba u nich w porządku, chociaż media zdecydowanie ją nakręcają i w tym sensie martwię się o nią. W bezwirusowym świecie za dwa dni o tej porze bylibyśmy w Polsce dyskutując o polityce i przed północą jedząc ciasto, a ja miałabym umówioną wizytę u laryngologa. Bilety kupiliśmy ledwie ponad miesiąc temu... tyle może się zmienić w tak krótkim czasie. Któryś dzień dokucza mi lewy migdał, piję dużo płynów, zakładam, że zmogę to. Na pocieszkę obejrzeliśmy Poranek kojota (2001) z młodym Stuhrem, którego z biegiem lat coraz bardziej cenię. Całkiem sympatyczny film, chociaż w tym guście wolę Chłopaki nie płaczą.

środa, 26 lutego 2020

71. Prawo jazdy.

News dnia jest taki, że zapisałam się na egzamin teoretyczny. Kwiecień, kasa wpłacona. I jeszcze news nr 2: kosiarka poszła w ruch pierwszy raz w tym roku. Obejrzeliśmy Deja Vu (1990) Machulskiego, stary Stuhr dobry jak zwykle, wystaje na plus z nużącego filmu. Za to my nie wystawiamy nosa za wieś. Cichy, spokojny dzień z muzyką Shane'a w tle.

środa, 1 stycznia 2020

15. Nowy Rok 2020.

Zaczęliśmy go lazanią na śniadanie. Fred próbuje się z okularami progresywnymi. Ale tak prawdę mówiąc to nic nie robimy (czy będzie dzisiaj jakiś film? Dunno). I sobie przypomniałam, że z babcią rozmawiałam telefonicznie, bo wczoraj/dzisiaj nie było jej na wideokonferencji, gdyż machała palcyma pod kordłą.
___
edit 23:50 Film na wieczór: Bohater roku (1986) ze Stuhrem. Całkiem niezły jest ten sequel Wodzireja, inny klimat, ale całość trzyma fason.

wtorek, 31 grudnia 2019

14. Kończymy, panowie?

Dusza ma mroczną jest, gdy mam wypełniać papiery pełne rubryczek stworzonych przez ludzi niewładnych w piśmie. Wstałam rano, wypiłam herbatę i w głowie zajęłam się rzucaniem mięsem. Fred jako istota wrażliwa wyczuł aurę. Od teściów rychło wczas doszły życzenia bożonarodzeniowe z opłatkiem. Pojechaliśmy po chleb, który się nam należał wczoraj, ja skoczyłam do Intreo, żeby oddać papiery a faktycznie wypełnić jeszcze jeden pliczek, którym zapomniano mnie obdarować onegdaj. Aż musiałam ściągnąć berecik, bo mi się przekrzywiał ze złości. Coś tam nabazgroliłam, wyszłam zaczerpując radośnie świeżego powietrza i ... dałam się porwać z parkingu. Podjechaliśmy tylko, żeby Fred mógł zadzwonić do przyjaciela i żeby otworzyć Rysiowi okno w sypialni, tak na wypadek, gdyby miał umówione spotkanie noworoczne. A potem pojechaliśmy ...




... do Carlingford. Jechać przez górskie pastwiska, na nich owce, nad owcami mgła otulająca szczyty. Zjeść pieczone ziemniaki z dobrociami i napić się zielonej herbaty na piętrze w Ruby Ellen's Tea Rooms. Pójść do portu, żeby zauważyć, że zdjęli brzydkie rusztowanie z zamku króla Jana. Obejść zamek, obfocić wszystko, cieszyć się pod berecikiem, potem na chwilę zejść na molo, do "naszej" ławeczki. I jeszcze spacer w tę i z powrotem do bramy miasta, The Tholsel ... wróciliśmy do domu po ciemku i pijemy wiśniową herbatę. Za kilka godzin witamy nowy rok, po raz drugi w ciszy naszego małego domku, po raz pierwszy w towarzystwie Rysia.
___
edit 22:42 Obejrzeliśmy Wodzireja (1977) ze Stuhrem. Bardzo dobra historia o gnidzie, psychologicznie prawdziwa i na czasie na wiele sposobów.
___
edit 23:08 Do Polski przyszedł rok 2020. Z rodzicami machaliśmy sobie przez messengera, właśnie zadzwonił do nas teść, i live składam życzenia teściowej (ołmajgat!)
___
edit 00:11 I tym sposobem, prawda, Happy New Year 2020!