Kiedy to się skończy?
Dzień w zasadzie bez wydarzeń — Fred wrócił po siódmej nad ranem, a ja do wczesnego popołudnia zatopiłam nos w genealogii. Utknęłam na babci mojego taty, nie idzie ni wte, ni wewte. Trzy lata temu rodzice spędzili kilka dni w Sieniawie, żeby ją wytropić, ale początek historii prababci Heleny na razie rozpływa się we mgle. Tak na mnie działają książki, gdy fabuła kręci się gdzieś w okolicach, które znam lub coś dla mnie znaczą. W tym przypadku nadal myślę o Księgach Jakubowych.
Powietrze nad Boyne było nieco zamglone, dość ciepło, rudy łepek sporo dzisiaj biegał za ptakami (sama byłam świadkiem jednej akcji, dla wróbelków szczęśliwie nieudanej). Rano zadzwoniłam do taty, ale odebrała mama, jak zwykle, gdy jest w domu. Chyba u nich w porządku, chociaż media zdecydowanie ją nakręcają i w tym sensie martwię się o nią. W bezwirusowym świecie za dwa dni o tej porze bylibyśmy w Polsce dyskutując o polityce i przed północą jedząc ciasto, a ja miałabym umówioną wizytę u laryngologa. Bilety kupiliśmy ledwie ponad miesiąc temu... tyle może się zmienić w tak krótkim czasie. Któryś dzień dokucza mi lewy migdał, piję dużo płynów, zakładam, że zmogę to. Na pocieszkę obejrzeliśmy Poranek kojota (2001) z młodym Stuhrem, którego z biegiem lat coraz bardziej cenię. Całkiem sympatyczny film, chociaż w tym guście wolę Chłopaki nie płaczą.
Na Mazurach też cieplej, wróciłem do lżejszej kurtki, ale straszą, że za kilka dni znów ma być ochłodzenie.
OdpowiedzUsuńNie wiem jak w Irlandii, ale w Polsce skończy się pod koniec kwietnia, odpowiednio wcześnie, żebyśmy mogli bezpiecznie na wybory prezydenckie iść :D
Od mamy słyszałam to samo, ma znowu pomrozić. U nas od jutra zaostrzenie zasad, zmagania rządu z koroną wchodzą w decydującą fazę - ilość zachorowań nadal rośnie i władze próbują wywołać wypłaszczenie krzywej.
UsuńTeż straszenie mrozami słyszałem od mamy :D
UsuńWidocznie mamy trzymają rękę na pulsie ;)
UsuńKiedyś próbowałam pogrzebać w swoim drzewie genealogicznym. Utknęła na babci że strony ojca i jej rodzicach bo miała niemieckie korzenie i właśnie na niemieckiej części utknelam. Nikt nie ma z nimi kontaktu. O niemieckiej przeszłości babci przypomina jedynie jej nazwisko panienskie
OdpowiedzUsuńW moim przypadku nie ma po prabaci śladu tam, gdzie powinien być. Rodzice szukali dowodu chrztu w miejscu, gdzie rzekomo babcia się urodziła. Chociaż księgi KrK są zachowane, nie ma tam info o niej. Ślad po tym nazwisku zresztą się rozwiał, nie ma już ich domu. Prababcia mówiła po niemiecku, więc w grę wchodzą niemieckie/austriackie korzenie. Do sprawdzenia są księgi protestanckie, ale tych trzeba poszukać.
Usuń