Fred zauważył z rana, że wczoraj dokonaliśmy wymiany: rękawiczki i koszula za salami. Rano przyszedł też fredowy prezent, niestety w złym rozmiarze, tzn. metka jest z rozmiarem takim jaki zamawiałam, ale chyba coś im się pomyliło przy przyszywaniu. Od samego pomysłu, żeby pisać list z prośbą o wyjaśnienie sytuacji chciało mi się wskoczyć pod kołdrę (od wczoraj łatwo się denerwuję i w ogóle mi się to nie podoba). Liścik napisałam bardzo miły, po policzeniu do stu. Odpisali szybko, ale mierzenie mogą zrobić dopiero w poniedziałek. Wełniana kamizelka ładnie pachnie.
Fred wyprowadził mnie na spacer, żeby mu żona nie zwariowała. Przed wyjazdem rozmawiałam z mamą, bo chciałam jej pokazać jak wygląda na mnie nowa pomadka, jeden z dwóch kolorów Laury Mercier. Tak w ogóle to dokupiłam dzisiaj trzeci kolor, Rose Vif, ale najpierw był spacer małżeński certyfikowany w parku Oldbridge.
Znowu słońce zgasło za szybko. Późnym wieczorem, gdy mąż pochłaniał kolejne odcinki Sparkolacji, rozpoczęłam oglądanie Persuasion z 1971 roku.




Może ja sprecyzuję: To co nam przysłali, to może i był rozmiar L, ale na tego niedźwiedzia bieszczadzkiego, co to ma dymać Rydzyka tak długo, aż ten uzna, że gwałcenie dzieci, to coś więcej niż ta pokusa, którą ma każdy. Chyba..., że to kamizelka L szyta dla konspiratora, który musi pod nią ukryć 30 granatów zaczepnych, 10 obronnych, i ckm z dwoma zapasowymi taśmami z amunicją, nie licząc broni krótkiej i bagnetu.
OdpowiedzUsuńOstatnia opcja jest dość prawdopodobna, może to jakaś irlandzka tradycja farmerska? W końcu noszenie granatów nie powinno wpływać na elegancję do której owce są już przyzwyczajone.
UsuńJakie błękitne niebo! Chyba z miesiąc takiego u siebie nie widziałem.
OdpowiedzUsuńU nas codziennie inaczej, a nawet w ciągu dnia mamy zmianę dekoracji (dzisiaj od północy wiatr porywisty i paskudny deszcz, po południu zaś, na dwie godziny przed zachodem słońca nagle niebo błękitne, kto wie na jak długo).
Usuń