Strony

Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolory. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kolory. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 14 czerwca 2021

545. Happy vaccination day!

Wczoraj zerwałam się na równe nogi chwilę po szóstej, dzisiaj do trzech razy sztuka, za trzecim budzik mnie zaskoczył, za drugim w kuchni słyszałam koncertującego Rory'ego — Fred już nie spał. Szczepienie miałam w DIFE o 8.50, dziesięć po dziewiątej było po wszystkim. Jestem pod wrażeniem organizacji — 3 stanowisk recepcji, 6 stanowisk szczepiących, 36 miejsc siedzących dla osób po szczepieniu. Żadnego sapania na karku, ludzie zdyscyplinowani, pilnujący odległości, przerób jak na dworcu.

Gdy siedziałam na sali już "po", odczytałam wiadomość od Anne, jak w tytule notki.

Fred na mnie czekał, podwiózł mnie do centrum miasta i pofrunął do Dublina. W nagrodę za zajęcie pierwszego miejsca kupiłam sobie w Bootsie trzy kredki do oczu (Rimmel 061, Maybelline 100, Revlon 865) i zachwycona faktem, że za wszystko zapłaciłam punktami z karty lojalnościowej ruszyłam w kierunku Scotch Hall. Po drodze zauważyłam, że z krajobrazu centrum miasta zniknęło Relish Cafe przy galerii Highlanes, gdzie bardzo smakowała mi super sałatka. Na ich miejsce jest już nowe Five Good Things Cafe. W dawnym Hotchpotch, który zwinął się na początku pandemii, jest z kolei ciastkarnia prowadzona przez Portugalczyków. 

Zakupy w Waterstones:

Lalala, bikoz aj kan. Do dwóch biografii Rory'ego dorzuciłam klasycznego Joyce'a i przepięknie wydane przez brytyjczyków W Dolinie Muminków. I jeszcze przy wyjściu kupiłam łagodne flat white na wynos w Insomnii (łagodne, bo mają też mocne, a wiem, bo zapytałam zdumiona, że jest coś takiego jak łagodne flat white). Powiewając papierową torbą z książkami i siorbiąc kawę ruszyłam przed siebie. Wróciłam do domu autobusem, na klamce od drzwi czekało na mnie zawiniątko ze sconesami od Katlin, a po drugiej stronie ulicy kot, który, gdy mnie rozpoznał, podbiegł radośnie kicając jakby był psem. Nastawiłam pranie, podgrzałam sconesy, zrobiłam sobie na oku kreskę kredką Revlonu o nazwie powerful plum, zjadłam sconesy z masełkiem. Ok, to teraz czekamy, co będzie.
___
edit 13:30 Ręka zaczyna mnie boleć, a Fred przesłał mi właśnie fotkę zrobioną na O'Connell St, pod pomnikiem Johna Graya:

___
edit 23:27 Wróciłam do książki Eileen, ale ruszyłam z trzydzieści stron i porzuciłam ją na rzecz pilota Midsomer Murders z panem Pokrzywą. The Killings at Badger's Drifts (1998), co za tytuł, co za twarze. Jeśli zaś chodzi o covid ręka boli ociupinę, nudy, myć ząbki i spać.

poniedziałek, 28 grudnia 2020

377. Prezenty pochoinkowe.

Oferty pracy przypominają mi, że koniec roku już blisko, kliknęłam zainteresowanie kolejną z nich i będę czekała na wydarzenia popijając herbatę z cytryną :]

Pogoda o poranku podstępnie zaprezentowała się jako lepsza, zresztą może faktycznie było ciut cieplej, kotu jednak nadal się nie podobało. W południe lał deszcz, a my mając na uwadze czwartkową wizytę u Aś wyruszyliśmy do naszego ulubionego sklepu w celu znalezienia prezentu — mamy dla niej zestaw Hermès, woda toaletowa plus lotion. Przy tej okazji Fred kupił mi paletkę Kiko Milano (smart 02), a ja jemu trzykolorowy sweterek Peregrine (w sam raz na wizyty u teściów) i bordowe skarpety Fred Perry. Na koniec wypuściliśmy się na spacer po Tesco, w kieszeni mam więc jajko-niespodziankę na noworoczne wróżby, Hebiusie. Gdy wróciliśmy do domu, na progu leżał słodki prezent dla nas od Majkela i Anne, która nadal jest w Stanach.

Dzień kończę w przeświadczeniu, że wieczory jutrzejszy i czwartkowy mają zaplanowane struktury i składy osobowe. Za oknem ciągle słychać wietrzne dzwonki. Jeszcze rozmawiam na messengerze z Kaś Matką Kotom, o tym, że kocha się we Fredzie odkąd siedziała z nim w jednej ławce w pierwszej klasie podstawówki i o jej pragnieniu przylotu po lutym na chowder sprzedawany w porcie. Gości! Gwaru! Podróży!

sobota, 12 grudnia 2020

361. Liczenie do stu.

Fred zauważył z rana, że wczoraj dokonaliśmy wymiany: rękawiczki i koszula za salami. Rano przyszedł też fredowy prezent, niestety w złym rozmiarze, tzn. metka jest z rozmiarem takim jaki zamawiałam, ale chyba coś im się pomyliło przy przyszywaniu. Od samego pomysłu, żeby pisać list z prośbą o wyjaśnienie sytuacji chciało mi się wskoczyć pod kołdrę (od wczoraj łatwo się denerwuję i w ogóle mi się to nie podoba). Liścik napisałam bardzo miły, po policzeniu do stu. Odpisali szybko, ale mierzenie mogą zrobić dopiero w poniedziałek. Wełniana kamizelka ładnie pachnie. 

Fred wyprowadził mnie na spacer, żeby mu żona nie zwariowała. Przed wyjazdem rozmawiałam z mamą, bo chciałam jej pokazać jak wygląda na mnie nowa pomadka, jeden z dwóch kolorów Laury Mercier. Tak w ogóle to dokupiłam dzisiaj trzeci kolor, Rose Vif, ale najpierw był spacer małżeński certyfikowany w parku Oldbridge.




Znowu słońce zgasło za szybko. Późnym wieczorem, gdy mąż pochłaniał kolejne odcinki Sparkolacji, rozpoczęłam oglądanie Persuasion z 1971 roku.

środa, 9 grudnia 2020

358. Deprecha?

Wstaliśmy późno, w szarość mokrą i i im bliżej wieczora coraz bardziej targaną wiatrem. Po telefonie od Ka zrobił się nam plan na piątkowy wieczór, a wczesnym popołudniem wyjechaliśmy na zakupy. W TK Maxxie kupiłam sobie zestaw bambusowych skarpetek DKNY (bo jedna para była w białe grochy), dwie pomadki Laury Mercier (kolory Rouge Ultime i Nu Délicat — gdy sprawdziłam ich ceny w polskich drogeriach, pożałowałam, że nie kupiłam trzeciej), lnianą koszulkę Cynthii Rowley z nadrukiem tropikalnego miasta. Jeśli na Ka będzie pasowała koszula, którą znalazł mu Fred, to zostały jeszcze prezenty dla chłopaków, a wiemy, czego mamy szukać (gry na ps4). Za drobnymi upominkami dla sąsiadów dopiero zaczynamy się rozglądać.

Po powrocie ze sklepu długo rozmawiałam z mamą i akurat w trakcie tej rozmowy Fred dostał wiadomość, że teściowa wylądowała na SORze. Coś tam mają jej szyć, nie wiemy co i dlaczego, na tę chwilę pozostajemy w niepewności co do faktów.

Zupełnie już wieczorem małżonek przekazał mi kolejną zaskakującą i smutną nowinę — Teatr Nasz w Michałowicach prowadzony przez Kutów przechodzi do historii, obiekt został kilka dni temu wystawiony na sprzedaż. W 2018, krótko po nowym roku, byliśmy u nich na Geriatrix Show, to był zresztą mój ostatni teatr na żywo (shame on me). Po 29 latach działalności wykończył ich nierząd podczas pandemii.

I tak się mi wszystkiego odechciało, a Fred robi sobie po dziesiątej wieczorem kawę z zamiarem siedzenia przed komputerem i przelewania gorzkich myśli na ekran. Małżonek stwierdził, że prawie udało mu się uniknąć jesiennej deprechy, do dzisiaj.

czwartek, 9 lipca 2020

205. Prawko, pomadki, śmierć i plany.

Kilka telefonicznych prób połączenia się ze mną z Polski okazało się wiadomością od weterynarza na temat wizyty kardiologicznej kota. Przekazałam.

Kiedy długo nie ruszam się z domu w sprawach urzędowych, to potem jedna drobna rzecz stawia mnie na nogi od rana. Rzecz trwała sześć minut — Fred nie zdążył dokończyć ciasta marchewkowego, a już byłam z powrotem. Moje pierwsze prawko, z okropnym zdjęciem (zrobiono 9, żadne nie wyszło), ma przyjść pocztą w ciągu 10 dni. W nagrodę kupiłam w Bootsie trzy pomadki. Kolor 109 (Pursue Pretty) L'Oreala z serii riche shine, 055 (Bewitching Coral) Maxa Factora i 211 (Rosey Risk) Maybelline NY — ten ostatni najlepiej mi pasuje. Mąż mi je zjada, więc to ma być dobra wróżba na temat pracy. Gdy wróciliśmy głodni do domu, stało się jasne, że w kuchni ktoś nie żyje. Już kilka dni temu nos mi nie kłamał — pod biurkiem wiele księżyców nazad niepostrzeżenie wylądował kolejny ptaszek. Przed obiadem odbył się więc przyspieszony pogrzeb i zbieranie robaczków z podłogi.

Po obiedzie, co wypadło o ósmej wieczorem, Fred wstępnie umówił sobotnią wycieczkę. Croagh Patrick. Jedzie z nami Aś, być może Ka. Misterny plan zależny od pogody. Wieczorem znowu miałam ochotę na Allena. Zbrodnie i wykroczenia (1989), mniej komedii, więcej real life z morderstwem w tle. Świta mi myśl zakupienia paru filmów Woody'ego na dvd, bo gdy ten gość jest dobry, to jest doskonały.
___
edit 00:06 Słuchamy sobie świetnej muzyki Rory'ego Gallaghera z płyty koncertowej ostatnio kupionej przez Freda. Nieosłuchane, ma swój styl. Przy okazji wizyty w NDLS zajrzeliśmy do Dunnes Stores i wypatrzyłam dla męża rocznicowe wydanie Hot Press o muzyku. 25 lat minęło, jak zmarło się chłopakowi z Donegalu wychowanym w Corku.