Strony

piątek, 19 lutego 2021

430. Deszczowe spa.

Deszczowy dzień spędziłam w całości w domu, po kawie pozwoliłam sobie na małe spa, wzięłam długi prysznic, potem Fred kremował mnie bardzo oddanie (kremowanie zajęło mu mniej czasu niż niezwykle skomplikowane i moralnie dwuznaczne przygotowanie do kremowania). Potem, jeszcze z mokrymi włosami, zrobiłam spis angielskich nazw występujących tutaj powszechnie ptaków (zainspirował mnie mazurek, który spojrzał mi prosto w oczy swoimi czarnymi koralikami, gdy po prysznicu wyglądałam przez okno na ogród). The tree sparrow.

Obiad mieliśmy w dwóch odsłonach. Sos do makaronu, który wczoraj rozmroziłam, nalegał na pilną konsumpcję, podobnie było z otwartym opakowaniem wołowiny. Dla mnie spaghetti z sosem, dla Freda stek z kartoflami. 

Po bardzo długich mecyjach wybrałam Fisher Kinga (1991) na piątkowy seans (Fred był na tym w kinie ze swoją pierwszą serious dziewczyną). Dlaczego ja się w zasadzie wtedy nie kochałam w Jeffie Bridgesie? Zrobiliśmy krótką przerwę na telefoniczną rozmowę z Aś, najprawdopodobniej odwiedzimy ją w weekend. Zauważyłam, że filmy z czasów nastolęctwa starzeją się subiektywnie inaczej, gdy nie były wcześniej przeze mnie oglądane. To w kim ja się wtedy kochałam?

7 komentarzy:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.