Strony

piątek, 26 lutego 2021

437. Tylko na plażę.






Po śniadaniu wyszliśmy "tylko na plażę" i, masz ci los, było tak ładnie, że odbyliśmy spacer po Głowie, na której jest prawdziwe królicze królestwo (nawet widziałam jednego takiego z pączkiem w miejscu ogona). W porcie kupiliśmy sobie po chowderze na "teraz" oraz płat hake'a (morszczuka) na później. Zupa rybna została zjedzona na ławeczkach z widokiem na góry Mourne. Oboje usiłowaliśmy (bez sukcesu) zrobić zdjęcie pewnej dużej rybie (lub małemu delfinowi), stworzeniu którego płetwa grzbietowa ukazywała się od czasu do czasu nad wodą w polu naszych zupowych krajobrazów. W drodze powrotnej spotkała nas Anne zmierzająca w kierunku morza. Dzięki niej wiem już, że kanciapa z rybami na plaży wiejskiej otwiera się po południu (później przesłała mi zdjęcie na dowód), tylko ja taki wczesny ptaszek.

Wróciliśmy do domu dopiero przed czwartą, i po herbacie wybraliśmy się na zakupy (już gdy siedziałałam w samochodzie zagadnęła mnie Anna, żeby powiedzieć, że jej nie widujemy, bo ... spadła z łóżka). W Woodisie kupiłam dwa zestawy cebulek narcyzów (odmiana Bridal Crown oraz żonkile Pipit semi-dwarf) i cztery prymulki w różnych kolorach, które będą wysadzone do doniczek, kiedyś, raczej nie jutro. Kot czekał na nas schowany pod samochodem Katlin, zjadł kolację i usiadł z nami w kuchni, widać dobrze mu się śpi, gdy słyszy nasze głosy (rozumiem to, też lubię drzemać słysząc w domu czyjąś obecność). Jestem przyjemnie zmęczona. Mąż mnie wyspacerował, obfotografował, bardzo go kocham.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.