Strony

piątek, 5 lutego 2021

416. Chce się żyć.

Bardzo cichy, domowy jest ten piątek. Kot nie obudził nas o trzeciej w nocy, bo był zamknięty w kuchni, za to za oknem ptaszki ćwierkały bardzo przyjemnie. Fred złożył półkę w łazience. Obejrzałam piąty odcinek drugiego sezony 1000-lb Sisters — nowych odcinków nie wyczekuję, ale gdy mi się przypomni, chętnie się przy tym odmóżdżaczu zamorskim relaksuję. Nadal bardzo dokuczają mi zatoki i kicham, nos mam tak zimny, że nawet przy dzisiejszej ciepłej pogodzie (6°C) nie mam ochoty na wędrówki. 

Ćma z Wilhelmim (1980) na kolację (film byłby lepszy bez gulgoczącego pseudojazzu typowego dla lat 70-tych), potem rozmowa z rodzicami o kocie i psie — Maksiu właśnie ziewał i wybierał się z tatą na wieczorny spacer, a Niunia była w ciągu dnia na konsultacji onkologicznej. Możliwe, że koteczkę czeka naświetlanie oczodołu i kilkudniowy pobyt w klinice. Na messengerze piszę to Kaś Matka Kotom, która pociesza mnie, że ten rodzaj raka dobrze się leczy u ludzi, więc są widoki na świetlaną przyszłość. Super, bo w domu moich rodziców szkoda umierać, chce się żyć. Kasa pójdzie na to wszystko sześć razy większa, niż ostatnio. 

Słuchamy jednej z płyt ze składanki Piwnicy pod Baranami (2001), Ta nasza młodość. Rozmawiamy o Chełmie, Jeleniach, ulicy Ozorkowskiej w Łęczycy, gdzie mieszkali dziadkowie Freda, i o lekcji jazdy na krowie.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.