Próbujemy dostosować się do rytmu świąt cyrklując, kiedy przed weekendem zrobić zakupy. Może i my nie obchodzimy, ale inni pewnie tak, zresztą ... trudno powiedzieć.
Wstąpił w nas Duch Czytelnictwa. Fred zaciągając się yerbą zaczął w końcu czytać swój prezent urodzinowy sprzed siedmu lat (od ówczesnej dziewczyny), Morfinę Twardocha, ja wzięłam się za pierwszą część wywiadu-rzeki z Bartoszewskim (po dwóch rozdziałach sądzę, że cały tekst przyjmę z uczuciami mieszanymi).
Była jeszcze joga z Adriene — chciałabym zrobić z nią miesięczne wyzwanie, ale już teraz widzę, że ma zbyt dużo póz w podparciu rękami, co moje nadgarstki i stawy w palcach być może jutro oprotestują. W związku z tym nie wstrzymuję oddechu.
Czwartek był szary i zimny.
Ja już się obkupiłem. W piątek jeszcze tylko wyskoczę po kartofle i jabłka do zieleniaka.
OdpowiedzUsuńI może jajka jednak wezmę - bo co to za Wielkanoc bez jajek? - w społemowskim.
I kilka mlek i soków na zapas.
I może jakąś smaczniejszą wędlinę dla babki. I mandarynki jakby się smaczne trafiły, albo winogrona.
A w sobotę koniecznie świeży chleb.
Ale tak poza tym, to jestem obkupiony :D
O, czyli dokładnie jak my 😀
UsuńMandarynki yes, wędlina yes, a Jakby Co, to mamy w lodówce lasagne 😁
"Lazania wielkanocna" - tradycyjna potrawa z okolic Lidla. A tak poważnie, to planuję jeszcze rzucić okiem na irlandzkie przysmaki wielkanocne, być może będzie jakieś zawinięte próżniowo mięsiwo z tradycyjną marynatą, chętnie spróbuję coś dla odmiany.
Usuń