Pomimo tego, że o tej porze siedzę sama w domu (niby nie sama, skoro kot to też osoba) i wcale mi nie jest smutno. Kochany nadal w robocie (z rana mnie podwiózł w ten chłodny dzień). Praca była prawie przyjemna, bo pamiętałam, żeby do plecaka spakować cieplusi sweterek z kaszmiru. W drodze na przystanek skręciłam do Tesco po niesprecyzowane wcześniej ingrediencje i wyszły mi z tego tortille na obiad. Ponieważ wieczorem przestał działać facebook (podobno to jakaś gigantyczna awaria), zadzwoniłam do rodziców telefonem, jak to ludziska dawniej robili, i podziękowałam za poranne życzenia, a po obiedzie czas spędziłam na przygotowywaniu się do jutrzejszej pracy. Zadowolona jestem. Nie z rzeczy, które wymieniłam, ale po prostu dlatego, że wiem jaka ze mnie szczęściara. Bardzo dużo mam, choć niewiele zrobiłam, żeby sobie na to zasłużyć. To może ... kryminał? Dead Letters, dobry tytuł ;)
Szczęście bardziej zależy od zwykłego przypadku, niż naszych zasług i starań.
OdpowiedzUsuńCzyli miliony kobiet codziennie odkurzających, gotujących i rozwiązujących cudze problemy tkwi w błędzie :)
UsuńTo tak mało im wystarczy do szczęścia? Nie bardzo wierzę :)
UsuńPoczucie kontroli i robienie tego co inni to mało? Może, ale jak widać miliony się nie zgadzają :)
Usuń