Gardło zaczęło mnie boleć jeszcze wczoraj późnym wieczorem, domyślam się, że chodzi o zimne smoothie. Boli tak jak już dawno nie bolało, nie jest to miłe.
W pracy tylko Sziwan i dwa dzieciaki, bo wszyscy na coś chorują. Fred się ze mną cacka, przywozi mnie i odwozi. Gdy po pracy rozmawiam z rodzicami, którzy akurat wracają do domu, tata śmieje się, że to u nas rodzinne. Rodzice opowiadają o wczorajszej paskudnej pogodzie i powalonych drzewach (głęboki niż dostał nawet imię, Hendrik).
Nie robię nic, Kochany przygotowuje obiad, ja się kręcę po domu, pocieszam się karmelowym ciastem, które kupiliśmy dzisiaj w polskim sklepie albo drzemię przy nowym filmiku Ask a Mortician o kompostownikach na ludzkie ciała. Nawilżam gardło herbatą zostawiając orofar na ostatnią instancję.
Fred rozmawiał z Usz, o kotach, Wu, życiu. Nie ma za dużo nowości, koty pozostają najwdzięczniejszym tematem.
Na prosty rozum im się mniej ze zwłokami robi, tym lepiej. W sensie ekologicznym. Wystarczy zakopać.
OdpowiedzUsuńMożna zapytać: jak głęboko? To też ma znaczenie.
UsuńZnając polską praktykę i brak oporów do budowania na kościach, im głębiej, tym lepiej :)
Usuń