Strony

środa, 6 października 2021

659. Czekanie na Ryszarda.

Wykorzystałam przedpołudnie na spacer nad morze, potem już tylko padało, a ja czekałam i czekałam na kota. Niestety Ryszard już tak ma, że od czasu do czasu odpala mu wędrówka. Kilka razy zdarzało się, że znikał na kilkanaście godzin, po czym wystraszony i głodny zjawiał się, żeby znowu być przez jakiś czas trochę grzecznym (nie ma to, jak przypadkowe zatrzaśnięcie się głodomora w cudzym składziku). Ostatni scenariusz jest podobny, przez trzy-cztery dni niewiele go widzieliśmy w domu, po posiłku biegł gdzieś zaaferowany (pewnie pojawiła się interesująca miejscówka pachnącą szczurami i kocią karmą, raz wrócił utytłany pyłem węglowym, raz zakrwawiony po świeżym obiedzie), wyszedł wczoraj przed północą (gdy Fred wrócił z pracy), od tego czasu nie było go na śniadaniach, obiedzie i podwieczorku. Na grupie fejsbukowej śladu kota brak, co tylko trochę pociesza (sąsiedzi zaalarmowali by nas w razie wypadku). Kot ma tag z numerem telefonu Freda, ale nikt nie dzwoni (Kochany zagaduje z pracy w Dublinie). Trudno się czeka.

Chociaż po śniadaniu obejrzałam już jeden odcinek Midsomer, mam taki bezwład w głowie, że zajmowanie się czymś wymagającym myślenia odpada (w ciągu dnia bez spektakularnych sukcesów szukałam w sieci tekstów do najbliższych zajęć na studiach), więc po Down Among the Dead Men będzie jeszcze Death in Chorus. Może kocie łapki zrobią w miedzyczasie pciup.

2 komentarze:

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.