Dałam jeść kociźnie, wypuściłam (sądząc, że to dopiero piąta rano) i przy zielonej herbacie po siódmej przeglądałam internet, gdy opłotkami blogowiska dotarła do mnie wiadomość o śmierci Inspirowanki (chyba jeszcze w środę wieczorem). Znajomość wyłącznie internetowa, zresztą przestałam ją regularnie obserwować w zeszłym roku (moje zainteresowanie zamieniło się w zmęczenie niezdiagnozowanym Aspergerem). Kaszlała, ale miało być lepiej, więc nie napinałam uwagi. Anna Kurtasz.
Czy ja wiedziałam, że Sasha, żona Mossa, sąsiada z tyłu, jest bratanicą Katlin? W takim razie mam kurzą pamięć, bo mnie ta informacja zaskoczyła, gdy gawędziłyśmy sobie z sąsiadką o tym i owym. Majkel do nas podszedł (był jako tako trzeźwy, pewnie dlatego). I Ryszard, bo nic o nim bez niego.
Gdy już się zmierzchało, roleta w kuchni postanowiła na mnie spaść. Jeden kołek wypadł, umieściłam go z powrotem, widzę że polecieć może w każdym momencie, zabiorę się za naprawę, gdy będzie jaśniej na świecie.
Rodzice spoczko, pies kaszle w tle.
Mnie się dłuży, tymczasem Fred miał intensywny dzień, porozmawialiśmy o tym wieczorem. Jutro kulminacja. I nie wiem jaki algorytm doprowadził mnie do Days of Wine and Roses (1962), ale obejrzałam sobie przed północą. Lemmon, Remick, temat alkoholizmu i AA, całkiem dobrze to zagrane.
Inspirowanka ofiarą covida?
OdpowiedzUsuńMnie z początkiem pandemii jedna znajoma komentatorka zamilkła. Normalnie bym pomyślał, że się znudziła i nic bym z tym nie robił. Ale przez covida trochę się martwię. Tylko co jej napisać w liście/na kartce? "Daj przynajmniej znać, że żyjesz" licząc na to, że jeśli nie żyje rodzina przyśle jakieś info?
Wszystko na to wskazuje.
UsuńRozumiem, że listy piszesz, ale w sumie jest to na tyle obca osoba, że nie wiesz, co u niej. Nie umiem nic doradzić.
Wysyłaliśmy sobie kartki na święta i czasem jakieś papierowe drobiazgi (książki).
Usuń