To moje odwykanie od teiny/kofeiny wygląda tak, że zaraz po przebudzeniu zapodałam sobie zieloną, a po śniadaniu była parząchew kawowa do ciastków. Ale potem już grzecznie, i tak sobie myślę, że wczorajsze omotanie umysłowe było związane z małą ilością płynów — piję dużo, gdy piję herbatę, a poniedziałkowe postanowienie zakładało, żeby jej tyle nie żłopać. No cóż, obudziłam się przed dziewiątą dopiero, kot grzecznie czekał (pewnie nakarmiony przez ojca swego o brzasku). Oczy wprawdzie podpuchnięte, ale zaraz włączyło mi się poczucie, że jestem dorosła, u siebie, nic mi nie dolega i mogę robić co chcę. Pranie, karma dla szpaków i wróbli, śniadanie. Piękna pogoda kusiła niesamowicie do wyjścia na spacer i nie oparłam się temu, bo po co. Na plaży trochę porozmawiałam z tatą i babcią przez messengera, spotkałam wielkiego, czarnego psa z jego mamą (pies miał na imię Ned, więc się oczywiście przywitałam, Hello Ned!), zrobiłam też zdjęcie ogromnemu statkowi, którego fatamorgana wisi na widnokręgu od kilku dni, Katlin dwa razy mnie minęła w swoim czerwonym żuczku i pomachałyśmy do siebie. Potem przebimbałam kilka godzin, nie wiem jak (ale na MyHeritage siedziam sporo), ocknęłam się gdy Miły do domu powrócił i włączył płytę Rolling Stonesów, Beggars Banquet (1968). Tak, że ten ...
___
edit 21:15 Dark Side of the Moon :)
środa, 9 lutego 2022
785. Odwyk.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
A po co odwykać?
OdpowiedzUsuńA czy jak mamy jakieś postanowienie, to musimy to uzasadniać? :)
UsuńNo raczej.
UsuńNo to mamy inny pogląd w temacie. Wystarczy mi, że ja wiem ;)
Usuń