Poranek z kilkoma płytami Kapeli Ze Wsi Warszawa. Nie spieszyliśmy się dzisiaj (poszłam spać po pierwszej w nocy), miałam ochotę na spacer, ale efekty tego zamysłu były mikre. Outfit powstał, i owszem:
Wyjechaliśmy do Carlingford, tyle że pogoda ponownie zrobiła nam figla. Fred wybrał, jak prawie zawsze, drogę przez góry, gdzie w przelotnych deszczach stały duże i małe owce (niektóre naprawdę maleństwa, wyglądały na jednodniowe). Zajrzeliśmy do Aś, która dzisiaj siedziała w pracy (szybka wymiana nowości, Aś pomaga jakiejś ukraińskiej rodzinie), oraz po mieście chodziliśmy chwile dwie (kółko przez cmentarz). Obiad został jednak zjedzony gdzie indziej, w Lisdoo. Po głowie mi chodziło, że znam to miejsce, okazało się, że i owszem, byłam tu z Kochanym raz, prawie 4 lata temu (dysk zewnętrzny mi powiedział, bo na mózg własny nie zawsze można liczyć). Spory pub, mają duży przerób, bar na środku (pewnie, żeby go nie przegapić) i telewizory (niechcący zaliczyliśmy finał wyścigów konnych). Jedzenia dużo, obżarliśmy się i turlać się do domu nie było łatwo.
Tatko złapał nas messengerem, gdy szwendaliśmy się po Tesco, obwieścił, że samochód ma opony zmienione na letnie i w ogóle fajnie się nim jeździ. Z innej beczki: irytuje mnie, gdy smutni ludzie uzupełniają zadania dla studentów na klasrumie kiedy bądź. Oczywiście poczta mnie o tym poinformuje, oczywiście zajrzę, bo mi się odzywa przypał szkolnej akuratnisi, oczywiście to nic pilnego, tylko obca mi osoba nie ma co robić w poniedziałek po południu, w DZIEŃ WOLNY, mój i jej. Od jutra, człowieku, jutro zdążysz.

no tak, nie da sie wszystkiego zapamietać:)
OdpowiedzUsuńMózg często opróżnia kosz ;)
UsuńZ oponami pora. Zimy już raczej tej wiosny nie będzie.
OdpowiedzUsuńTo było w ramach utrzymywania samochodu na chodzie, rodzice mają swoje cztery kółka.
Usuń