Rano wysiadłam na wcześniejszym przystanku i przed pracą zrobiłam rundkę przez Dyer i West St, wyszłam również na rogrzewkę po lunchu, a trzeci raz po pracy, gdy Fred, niegrzeczny chłopak, jechał w moim kierunku. Z chodzenia są same profity, np. można zauważyć, że po wschodzie słońca ostrygojady fruną nisko nad miastem (stado ponad dziesięciu osobników pogwizdywało znajomo). W pracy luz, trochę nudy; uczniowie zrobili wyścigi w nowych fotelach na kółkach. Fred miał odpoczywać, tymczasem wybrał się do Newry (dlatego niegrzeczny, jak nadmieniłam) i kupił sobie nową torbę na ramię. Gdy po mnie przyjechał okazało się, że wychodziłam 10 tys. kroków.
Na horyzoncie szczyty gór w śniegu.
Wieczorkiem zachciało się mi oglądać coś, co już widziałam całkiem dobrze, Manhattan Murder Mistery (1993) Allena. Film nie tylko nadal mnie bawi, ale łączę go z coraz większym sentymentem. Jedyna i niepowtarzalna Danie Keaton zagrała w nim będąc w moim wieku (potrzebuję garderoby z półkami na buty i wieszakami, musi być dużo wieszaków).
Chyba tego Allena jeszcze nie oglądałem.
OdpowiedzUsuńTo komedia kryminalna, niepostrzeżenie zrobił się z niej klasyk :)
Usuń