8 AM
Fred miał wolne i podwoził mnie do pracy. Robił to siedząc za kierownicą w kominiarce i okularach przecisłonecznych typu biker, dzięki czemu mogłam udawać, że porwał mnie kosmita. W Centrum zamarzałam; po pracy zrobiłam rundkę na mieście (żeby nabić kroki doszłam do księgarni za rzeką). Z Kochanym poszliśmy się jeszcze szwendać przy retailu na M1: do sklepu z agd (Fred planuje kupić nowy telewizor), do Costy (na kawę i muffinkę), do sklepu sportowego (obejrzeć sandały), do sklepu zoologicznego (porównać ceny kociego żarcia) i do Lidla (owoce). W domu Maanam, Coma, Rammstein, dobry obiad, sałatka owocowa pod film Kondratiuka,
Córka marnotrawna (2001), który w jednej szóstej został obejrzany z kotem.
Z refleksji spacerowych: czuję, że chodzenie poprawia mi nastrój, jestem bardziej energiczna i mniej chce mi się spać. Z refleksji ogólnożyciowych: gdy czytam, jak osoba robiąca od lat w kółko to samo twierdzi, że za dużo w życiu widziała i nazywa swoje robienie w kółko tego samego dużym doświadczeniem, nachodzą mnie myśli krytyczne.
Ale to chyba dużo zależy od tego, co się robi. Reporterzy wojenni, czy jacyś lekarze od Lekarzy bez Granic też w sumie w kółko robią to samo.
OdpowiedzUsuńI od razu pomyślałeś, że piszę o reporterze wojennym, a nie o prowincjonalnym nauczycielu? 😄 (pomijając już różną wagę "robienia tego samego" w wymienionych zawodach).
UsuńUps :D (w ogóle się nie zastanawiałem nad obiektem twojej krytyki, tylko od razu przeszedłem do rozważań natury ogólnej)
Usuń@Dariuszu, ale z tą "naturą ogólną" to jest tak, że: doświadczenie życiowe jest związane z tym jak dużo robimy w życiu RÓŻNYCH rzeczy w różnych rolach społecznych (duh?). No i właśnie stąd moja myśl krytyczna. Osoba mieszkająca w jednym miejscu całe życie i w jednym miejscu pracująca, która praktycznie nie wchodzi w bliskie relacje z innymi ludźmi z pewnością ma mniej doświadczenia życiowego niż ktoś dokonujący bardziej różnorodnych wyborów życiowych (jej stękanie, że czas minął, nie dodaje doświadczenia życiowego, to tylko stękanie).
Usuń