Weekend mojego nicnierobienia. Ryszard też się nie napracował, przespał dużą część soboty przewracając się z jednego tłuściutkie boczku na drugi. Po śniadaniu Fred pojechał na zakupy i trochę utknął w mieście, bo zawinął autem do mechanika (wymiana oleju i identyfikacja piskoszmerów, które od jakiegoś czasu wydobywają się spod maski). Po obiedzie poszliśmy z Kochanym na spacer; na plaży pustki, bardzo dziwne zjawisko w sobotę o tej porze. Zastanawiałam się nawet, czy jest jakiś mecz o którym nie wiem (a zazwyczaj nie wiem nic o żadnym), ale nie znalazłam w sieci wystarczająco przekonującej informacji na zadany temat. W drodze powrotnej spotkaliśmy panią z wesołym labradorem o imieniu Lexi (a very good girl). Wieczorem wizyta u Ka&Jot, spożycie bezowych gniazdek z bitą śmietaną i owocami, pogadanka w ogrodzie i oglądanie na Netflixie biografii księdza Kaczkowskiego, Johnny (2022). Ogrodnik po raz kolejny nie zawiódł, niestety dziwnie modulowany głos z offu tłumaczył mi, co widzę (całość mocno średnia).
Dzisiaj Kochany musiał po południu jechać do Dublina, a mnie napadła leniwa niezborność, po prostu żadnych sukcesów, tylko bezmyślne gapienie się w ekran. Długo rozmawiałam z Kamą, przerywając sobie Fredowym obiadem (bataty i kulki wołowe) i jego wyjazdem do pracy. Poza tym w ten weekend odkryłam, że jest dostępny dwudziesty pierwszy sezon Midsomer Murders. Wczoraj, gdy czekałam na Freda obejrzałam odcinek z Nigelem Haversem i Christopherem Timothym (ależ te lata lecą!), dzisiaj odcinek drugi, The Miniature Murders. Teksty leżą rozgrzebane, umysł wędruje po zbędnych wszechświatach; wzrosła konsumpcja truskawek i popcornu.
Po to są właściwie weekendy dla pracujących, żeby mogli nic nie robić.
OdpowiedzUsuń@Dariusz, niby tak. Ale mnie weekendy kojarzą się z robieniem tego, co lubię robić, w tym ze studiowaniem.
Usuń