Czy jak człowiek budzi się w niedzielę o ósmej, to powinien napisać, że zaspał? Ależ sobie chrapnęłam, maluchy już czekały, w Kuchniosalonie sajgon.
Rozmowa z mamą trwała ponad półtorej godziny i traktowała o wszystkim, o pogodzie, o śpiących myszach, o grubym Wojtusiu, o programach kryminalnych, o nędzy USA, o rodzajach lodówek. Obok siedział tatko i dodawał swoje uwagi, w szczególności na temat urody Mleczaków, bo tatko i koty to wiadomo.
Przed powrotem Kochanego na obiad dokończyłam niedokończone Wyznania hohsztaplera Feliksa Krulla Tomasza Manna (PIW, 1957). Tzn. dokończyłam czytanie książki, której Mann nie zwieńczył zakończeniem (gdyż mu się umarło).
Mleczaki cały dzień były prawie grzeczne. Kochany kupił im nową zabawkę (kartonowy labirynt z grzechoczącą piłeczką). Silikonowa podkładka pod kocią kantynę zdaje egzamin, maluchy zaakceptowały również powrót szarej, filcowej budki, obecnej w ich życiu w pierwszych dniach pobytu tutaj, potem przypadkowo osikanej. Bronia obwąchała ją ostrożnie i zaanektowała, od czasu do czasu walcząc o miejsce z siostrą.
— Dobrze że mamy duży dom, przydowcipnił mąż.
— Całe szczęście.


