Strony

czwartek, 3 sierpnia 2023

1326. Stres i sen.

Dzisiaj odbębnione zostało wczoraj, więc nie musiałam się zrywać na czas. Ale i tak grzebałam się ze stroną firmową i wysyłaniem newslettera, więc trochę mnie to zjadło. Po południu łeb boli od patrzenia w ekran. Pociesza mnie trochę inny newsletter, od Ganszyniec. Ten akurat z sensem, ciekawy, wiem, że autorka pojawia się i znika walcząc z demonami, ale po drodze inspiruje. 

Przyszło mi zawiadomienie z banku, że zamieniają mi rodzaj konta z jednego na drugi (akurat w moje urodziny). 

Kochany był na basenie i zrobił nam zakupy. Obiad: linguine z pesto leciuchno wyszłym z daty, na deser jogurt waniliowy z granolą. Potem zaczęłam kombinować, czy laptop łączy się mi z telewizorem, bo chciałam coś obejrzeć. Połączył. Zaczęłam więc oglądać dokument o Woodym Allenie, ale po jakichś dwudziestu minutach dałam się pokonać senności i powędrowałam do łóżka. Wstałam dopiero przed ósmą. 

Senny wid był jednym z lepszych ever jakie pamiętam. Niestety, nadal pisałam w nim pracę (nie ja jedna, przez moment śmignęła mi w tle dr Pierzasta oraz jej koleżanka tłumacząca komuś po co piszemy), ale jednocześnie byłam postacią w filmie, częściowo kryminalnym, który startował do ważnej nagrody. A w nim podziemny dom sąsiadujący z celtyckimi zabytkami, z kamiennym murem ogrodowym z którego wychodziło się na ... nieckę betonowego kanionu. Dom zresztą mienił się możliwościami. Raz był położony w dole betonowej dziury, innym razem jego drzwi frontowe wychodziły na ludną ulicę afrykańskiego miasta z piętrowymi, słomianymi domami, a potem na nasze wybrzeże. Było w tym śnie nasze morze, błyskające falami. Nasze szczury tańczące w świetle księżyca. Kora Jackowska wyrywająca sobie włoski spod pachy oraz kobieta w gumofilcach, która pływając w morzu zamieniała się w wieloryba. Ktoś kogoś zabił. Z całą pewnością kochał się we mnie gwiazdor starego kina (i gdy teraz o tym myślę, scena przypominała film Może pora z tym skończyć, bo był to przerywnik muzyczny). Obudziłam się tuż po tym, jak niezrażona szczurzym tańcem i przypływem podchodzącym do ogrodu zaintrygowałam się otwartymi drzwiami na tyłach i znalazłam za nimi kobietę w gumofilcach (teraz już bardzo podobną do Goshi), która karmiła sucharkami wielkiego, czarnego psa. Pies ciamkał, słońce pięknie zachodziło, kobieta stwierdziła, że jeszcze tu posiedzi, bo szkoda dnia. 

Minęła następna godzina. Wypiłam zieloną herbatę, zjadłam trochę czekolady podsuniętej przez Freda. Waglewski gra dla żony. Jeszcze się nie pozbierałam.

7 komentarzy:

  1. Też miałem minionej nocy bogato przyjemny sen, ale jakieś resztki z niego pamiętam. Jakieś monumentalne pomniki na nowym placu w mieście. I występy pod jednym z nich roztańczonej trupy w brazylijskich karnawałowych strojach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Dariusz, brzmi ciekawie, masz wyobraźnię :) Podobno sny się pamięta, gdy drzemka zostanie przerwana w pewnej fazie. Miałam wrażenie, że nie śpię (potem się okazało, że np. słyszałam jak w kuchni Kochany rozmawiał z kuzynem), a jednocześnie umysł zagłębiał się od czasu do czasu w inną rzeczywistość i odpoczywałam. Najlepiej pamiętałam końcówkę, natomiast początek marzeń sennych był w innych mikrosnach i czułam, że pamięć o nich się mi zaciera, a fabuły są połączone bardzo luźno.

      Usuń
  2. Co za akcje, dobrze, że zapamiętałaś i zapisałaś.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @Agniecha, ciekawe jest w snach jak pojawiające się postacie i wątki przeobrażają się swobodnie w zupełnie coś innego, albo dwie znane osoby łączą się w jedną postać. Tak jak wyżej napisałam Hebiusowi, czułam jak pamięć snu mi ucieka, dlatego zapisałam obrazy (dzisiaj zapewne nie pamiętałabym połowy z tego, myślę też, że już po przebudzeniu wykasowała się mi pamięć wielu wątków).

      Usuń
  3. Twoje sny przypominają surrealistyczne obrazy. :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. @MaB, każdy ma takie sny. Podczas spania mózg nie robi jak należy i co wypada, tylko miesza wątki.

      Usuń

Bardzo proszę, nie komentuj jako anonim.
Miej na uwadze Czytaczu, że moderuję komentarze, tak więc wypowiedzi, które nie zostały podpisane nickiem zazwyczaj lądują w koszu bez zbędnych dyskusji. Pozdrawiam.